XVI "Coś Ty jej zrobił, Malfoy?" >> środa, 9 lipica 2008 14:55:30
Po długiej... Ekhm.. bardzo długiej nieobecności.. NOTKA. Za to chyba najkrótsza w historii bloga. No cóż... Nie byłoby nawet i tej gdyby nie piosenki takich zespołów jak Evanescence i paramore, czy też piosenkarki skye Sweetnam. Nastepną notkę zaczęłam już pisać. Obiecuje, że będzie dłuższ... Może nawet będzie najdłuższa ze wsyztskich ;)
No dobra... przechodze do notki.
___________________
Dedykacja: XVII rozdział dedykuje czterem osobom: Zuzie, Wiktorii, Iguś- tak, pamiętam o Tobie ;D i London (jakiegokolwiek teraz prowadzisz bloga ^^).
___________________

XVII

"Co jej zrobiłeś, Malfoy?"

Była pełnia księżyca. Tysiące gwiazd wisiało nad nami oświetlając nasze twarze. Bladolica twarz Malfoy'a wyglądała inaczej... Wydawał się być jeszcze przystojniejszy niż zwykle uśmiech dodawał mu pewnego rodzaju uroku. W jednej chwili zniknęły wszystkie obawy. W końcu co mam do stracenia? Przyszłość z Brunonem Millerem?
Nagle wszystko zawirowało mi przed oczyma. Zniknęło niebo, gwiazdy... Wszystko.
Słyszałam stłumione szepty, poczułam silną, zimną rękę na swoim przedramieniu, kolejne szepty... Potem krzyk.
-Malfoy, coś Ty jej zrobił?
***
Biegłam ciemnym korytarzem. Czułam czyjś wzrok na swoich plecach.
Obejrzałam się za siebie. Nagle za mną rozbłysnęło zielone światło.
Zawróciłam. Zbliżałam się do jego źródła, a ono stawało
się coraz intensywniejsze. Wśród zielonych płomieni ujrzałam twarz..
Twarz tak znienawidzonej przeze mnie osoby. Oczy Bruno Millera
wpatrywały się we mnie z ognikami złości a za razem drwiny.
-Czego chcesz?- krzyknęłam.
Poczułam, że ziemia pod moimi stopami się obsuwa. Spadałam.
Jedyną rzeczą którą słyszałam był przeraźliwy śmiech.


Otworzyłam oczy. Przede mną paliło się ognisko. Jego rozjarzone
płomienie niby to pieszczotliwie muskały drewno zarazem zamieniając je w bezużyteczny pył. Wokół niego zebrało się stadko małych owadów. Nade mną "wisiała" ciemna choć piękna kopuła jaskini. Setki stalaktytów skupionych wokół niewielkiej dziury, która ukazywała niewielki fragment nocnej, gwieździstej "szaty" tworzyło tu wprost bajeczny widok.
Rozejrzałam się. Obok mnie leżał Dracon. Na chwilę zatrzymałam na nim wzrok.
Usiłowałam sobie przypomnieć co się stało. kłóciliśmy się. On chciał wracać do Hogwartu- tyle zdołałam zapamiętać. Przy sąsiedniej ścianie przykryty szatą Gryffindoru leżał Potter, tuż obok niego Miller i Weasley. Nagle przez oświetloną, wydawałoby się szorstką ścianą jaskini przemknął cień. Nie wątpliwie była to Granger. Usłyszałam jedynie pobrzękiwanie szkła i ciche pomrukiwanie. W pewnym momencie podeszła do śpiącego rudzielca.
-Ron..
Przymknęłam oczy.
-Ron!
-Jeszcze chwilę mamo... Już wstaje.- sapnął rudy.
-Ron, nie wygłupiaj się.
-H-her-hermiona?!?- krzyknął.
-Cicho bądź, pobudzisz wszystkich.-nastała chwila ciszy- To...To jest już gotowe. Mamy jedyną okazję.
-Jak chcesz się GO pozbyć?
-Jeszcze nie wiem. Mamy czas do rana. -szepnęła Granger.
-Obudźmy Harrego.
-Nie teraz. Nie możemy wykonywać zbyt gwałtownych ruchów. Malfoy albo McCassy mogą się obudzić... O ile mi wiadomo tego nie chcemy.
-Oni przecież śpią...
-Jeju..Ron...Ale zawsze mogą się obudzić!
-Poczekajmy jeszcze trochę.
-Kilka godzin. Radzę Ci je dobrze spożytkować.
***
-Nicky... Nicole. Wstawaj!- Malfoy potrząsnął szatą, którą miałam na sobie.
-Musimy porozmawiać.-powiedział poważnym tonem.-Nie mam wiele czasu.-dodał po chwili. Patrzył na mnie pytającym wzrokiem.
Powoli zwlekłam się z ziemi choć wcale nie byłam szczęśliwa, że wyrwa mnie ze snu.
-Mam nadzieję, że to jest coś ważnego, bo jeśli nie...
-Tak... Jasssne.
Wyszliśmy z jaskini na niewielką polanę. Słońce powoli wschodziło, zaczynał się kolejny dzień.
-Dobrze się czujesz?
Uniosłam brew. Od kiedy Draco Malfoy zachowuje się w taki sposób?
-Tak, dziękuję. Coś jeszcze?
-Tak...- wbił wzrok w ziemię-Ty... Dostałaś jakieś wskazówki?
-O czym Ty mówisz?
-O naszym zadaniu.
-Jakim zadaniu!?
-Nie udawaj, że nie wiesz.
-Nie muszę... Na prawdę nie wiem. A teraz przestań się ze mnie nabijać i wynośmy się stąd.-obróciłam się do blondyna plecami.
-Poczekaj... Na prawdę nie wiesz?
Odwróciłam się z powrotem. Wydał z siebie dziwny odgłos.
-W takim razie nie mam więcej pytań. Muszę iść... Sam...
Wpatrywałam się w niego przez chwilę. Czyżby chłopak, którego tak długo znałam, którego myślałam, że na prawdę znam zmienił się w jednej chwili? Czy to było możliwe? Nie zastanawiałam się długo. Sięgnęłam do kieszeni szaty i wyciągnęłam różdżkę.
-Falliatus!

komentarze [74]

XVI- "Nie docenia mnie pan panie Malfoy.". >> wtorek, 18 marca 2008 18:23:15
Helloł :D Właśnie, gdzieś przed minutką stwierdziłam, że bez względu na wszystko dodaję notkę. Oczywiście opóźnioną przez Cyzie, która niestety dalej nie przeczytała (a wstydź się!) ;( Dziękuję Wam bardzo za 100 komentarzy!
Zbliżają się święta... No więc macie ode mnie notkę.

Jeszcze na początek:

Dużo Słońca i radości, w pierwsze święto dużo gości,
w drugie święto dużo wody, to dla zdrowia i urody,
wiele jajek kolorowych. Świąt Wesołych, no i zdrowych!


___________________________________________________
Dedykacja: Dla trzech cudownych i utalentowanych osób, dla: Zuzy, Igi i London.

___________________________________________________



XVI- "Nie docenia mnie pan, panie Malfoy"
Doszliśmy do małej, mizernie wyglądającej chatki. Tuż przed nią stał Rubeus Hagrid.
Uśmiechnął się przyjaźnie jednak nikt nie odwzajemnił tego uśmiechu.
Pottera i jego przyjaciół jeszcze nie było.
-Jak zwykle cechują się punktualnością.- mruknęłam pod nosem.
-Zaraz przyjdą. Już ich widać.- olbrzym wskazał na kilka punkcików zbliżających się w naszą stronę.
Jeden z nich uniósł nad swą głową rękę, która z tej odległości przypominała niewielki patyczek i
pomachał nią zamaszyście.
Chwilę później Potter, Weasley, Granger i Miller zdyszani stali przed nami. Wszyscy na plecach mieli wypchane plecaki.
I po co im one były?
-Jesteście wreszcie! No to co, idziemy, nie?
Potter ponuro skinął głową.
-Gdzie idziemy?- zapytał Draco mierząc pół olbrzyma spojrzeniem przepełnionym odrazą.
-Do Zakazanego Lasu.- odpowiedział. Ton jego głosu nie był już taki przyjazny. Przeciwnie,
wyczuwało się w nim niechęć. - Profesorka Sprout chciała żebym znalazł jej kilka roślinek.
Tak się cieszę, że wszyscy chcecie mi pomóc!
Ja i Malfoy wymieniliśmy spojrzenia. Chcecie. Co on rozumiał przez to słowo?
To był szlaban, zupełnie nie z naszej woli. Nawet Potter, czy Weasley miny mieli nietęgie.
-No, ruszajmy się, musimy wrócić przed zmrokiem.- zarządził Hagrid.
On, Bliznowaty, Szlama, Weasley i Miller szli przodem rozmawiając szeptem.
Ja i Draco pozostaliśmy w tyle.
-I co, zadowolona?- spytał cicho Draco.
-Z czego niby mam być zadowolona? Idziemy do Zakazanego lasu z tym
imbecylem. Może jeszcze mam się przy nim czuć bezpiecznie? Przecież ten...-zawahałam się chcąc użyć wyrazu człowiek- On
jest nieobliczalny.
-Wiem to wszystko doskonale.
-No więc?
-Możliwe, że opóźnią ci się zaręczyny.
O tym nie pomyślałam. Nagle perspektywa spacerku po lesie przestała mnie tak przerażać.
Jeśli zaręczyny się nie odbędą, jeśli uda mi się przekonać matkę. Na pewno nie chciałaby żebym wyszła za zdrajcę krwi.
Czasem zdawało mi się, że Dracon myśli częściej o moim ślubie niż ja. W końcu mógł śmiało powiedzieć "Moja dziewczyna
wychodzi a mąż". Byłam ciekawa co on teraz czuje. Ja chyba bym oszalała będąc w takiej sytuacji, ale
on nie okazywał w tej sprawie prawie żadnych uczuć. Wątpił we wszystko co wiązało się ze ślubem.
Był tak pewny siebie jakby wiedział coś czego ja nie wiem, coś co mogłoby odmienić wszystko.
***
Weszliśmy do lasu, od razu zrobiło się chłodniej. Na ramionach czułam zimny powiew wiatru.
Przez jakiś czas w milczeniu trzymaliśmy się ścieżki, by potem zboczyć z niej i przedzierać się przez kolczaste krzewy.
-Czego my właściwie szukamy?- zapytałam.
-Smocze ziele. Bardzo rzadko spotykana roślina.- odpowiedział Hagrid.
-Rośnie tylko w kilku miejscach na świecie, w tym w Zakazanym Lesie.- krzyknęła podniecona Granger.
-A ciebie kto o to pytał, co Granger?- Draco uśmiechnął się kpiąco.
-Ja…- nie dokończyła. Leżała już jak długa na ziemi z ognistymi rumieńcami na twarzy.
Musiała potknąć się o wystający korzeń. Ja i Draco wybuchnęliśmy śmiechem. Miller i Potter pomogli jej wstać.
-Wporząsiu, Hermino?- zapytał olbrzym.
-Tak.- zaczerwieniła się jeszcze bardziej.
-Nie masz się z czego śmiać, Malfoy!- warknął Weasley.
-Jakiż ty waleczny.
-Spokój!- ryknął Rubeus- Wchodzimy na teren Głuchotków Drzewnych.
Musimy zachować absolutną ciszę, nie będziemy im przeszkadzać, lubią ciszę.
Granger wstrzymała oddech.
-One są niebezpieczne!
-Gdzie tam, Hermiono, wystarczy zachowywać się w miarę cicho. Nie będziemy im przeszkadzać to one nic nam nie zrobią, no nie?
Żadne z nas nie było co do tego przekonane. Potter ukradkiem wyciągnął z kieszeni różdżkę.
Zrobiłam to samo. W milczeniu przechodziliśmy przez kamienistą polankę. Drzewa rosły tu rzadziej niż w innych miejscach lasu. Czasem zdawało mi się, że wśród zielonych, palczastych liści widzę głowę jakiegoś małego stworzenia. Doszliśmy do końca polany. Słońce już zaszło, a na niebie można było ujrzeć ogromne sklepienia gwiazd na ciemnym tle nocnej szaty. Było mi zimno, jednak nie okazywałam tego w żaden sposób. Wkrótce drzewa zgęstniały tak, że nad głowami nie było już widać gwiazd.
-Powinniśmy wracać.-pisnął Ron Weasley.
-Jeszcze trochę, jesteśmy już blisko.- olbrzym klepnął go przyjacielsko w plecy, a ten zatoczył się pod wpływem tego uderzenia.
-Ale mieliśmy wracać przed zmrokiem.
-Masz stracha, co Weasley?- spytał Draco.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Rudzielec trząsł się ze strachu. Drżącą ręką wyciągnął z kieszeni różdżkę. Hagrid zdawał się tego nie zauważać.
-No, tera to już będzie z górki. Zapalcie różdżki z łaski swojej.
-
Lumos!- sześć różdżek zapłonęło słabym światłem.
-Ron...-szepnęła nagle szlama.
-Hagridzie, bolą mnie już nogi!- jęknął Weasley.
-Nie marudź Ronaldzie.- Granger kopnęła go w kostkę. Ten pisnął cichutko. Resztę zdania dokończyła szeptem. Nie wiedzieć czemu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że cała ich czwórka, czy też trójka coś kombinuje. Szepty, porozumiewawcze znaki i nadzwyczaj dziwne zachowanie.
-Za jakie grzechy?- powiedziałam na tyle cicho żeby mógł dosłyszeć mnie jedynie Draco.
-Wolałabyś wybierać teraz suknię na ślub?- zapytał pewnego rodzaju zaczepnym tonem.
-Pragnę ci przypomnieć, że to są zaręczyny.
-W każdym razie ja również powinienem zacząć szukać stosownego stroju.
-Zamierzasz przyjść na ten cały cyrk?
-Nie wiem.
-Nie sądzę, żeby był to dobry pomysł.
-A więc przyjdę.
Popatrzyłam na niego tak jak to zwykle patrzyłam na ludzi pokroju Granger.
-Widzę, że bardzo się cieszysz.
Roześmiał się.
-Nie martw się, nie będę na to patrzył. Nigdy nie przepadałem za tego typu uroczystościami. W dniu twoich zaręczyn będę miał co innego do załatwienia.
-Czy to ma związek z NIM?- zapytałam szeptem.
Delikatnie odgarnął mi włosy opadające na twarz po czym szepnął do ucha:
-Możliwe.
***
Powoli zaczynały mnie denerwować te ciągłe tajemnice. A może to była zwykła zazdrość?
On był już Śmierciożercą... W tak młodym wieku. Znaczył coś dla Czarnego Pana, robił coś dla niego, narażał życie, kiedy ja wiodłam sobie spokojne życie w Hogwarcie. Sama nie wiedziałam, czy tak naprawdę chcę Mu służyć. Jako mała dziewczynka często wyobrażałam sobie jak wyglądałoby moje życie, jak bardzo by się zmieniło, kiedy i ja zaczęłabym robić to co moi rodzice. Radość matki, ojca. Ich dumę. To było ich marzenie. Do tego przygotowywali mnie odkąd tylko pojawiłam się na tym świecie. Do zabijania ludzi na rzecz mniejszego zła, na rzecz oczyszczenia społeczności czarodziejskiej, tej prawdziwej, bez żadnych szlam i mieszańców.
A jak było z Draconem Malfoy'em? Czy i on od zawsze pragnął tylko jednej rzeczy?
Chętnie bym go o to zapytała. Jednak bałam się jego reakcji. Nie lubił, kiedy ktoś wtrącał się w jego sprawy.
-Ałaaaaaa!- wrzasnęła Granger. Leżała na ziemi trzymając się za prawe kolano i sycząc z bólu.
-Hermiono, co się stało?- spytał Hagrid.
-Chyba skręciłam... Chyba skręciłam sobie nogę.
Spojrzałam na Draco. Przyglądał się temu zdarzeniu z satysfakcją. Jego oczy chłonęły ten widok. Pokręcił głową z politowaniem.
-Idiotka.- skwitowałam.
-Możesz wstać?- spytał bliznowaty.
-Ze skręconą noga na pewno jej się uda, Potter.- zauważył Dracon.
-Nie.- zignorowała go Hermiona.- Ron, podnieś mój plecak, sprawdź, czy nic się nie stało.
Rudzielec podniósł sporej wielkości, niebieski plecak.
-Stłukło się.-oznajmił.
-Co?- Granger już bliska płaczu.
-Żartowałem.
-Ron!
Weasley próbował pomóc jej wstać, ale ta tylko prychnęła wściekle i wymamrotała coś pod nosem.
Ostatecznie skorzystała z pomocy Bruno Millera. Wspierając się na jego ramieniu dokuśtykała pod najbliższe drzewo.
-I co robimy?- Hagrid przyglądał jej się ze współczuciem.- Może Cię poniosę?
-Nie, dzięki.-zaprotestowała natychmiast.
Rubeus Hagrid przycupnął na pobliskim kamieniu, wyglądnął jakby się nad czymś zastanawiał.
-Chyba myśli.- uśmiechnęłam się drwiąco.
-On?- Draco parsknął śmiechem.
Po chwili gajowy Hogwartu, a zarazem nauczyciel opieki nad magicznymi zwierzętami staną przed nami z obojętnym wyrazem twarzy.
-No to... Tego... Nie będę owijał w baraninę...
-W bawełnę.- cicho poprawił go Miller.
-Jest ciemno, trudno teraz będzie odnaleźć drogę do Hogwartu, a Hermiona... No będzie jej tera ciężko. Cholibka, musimy se poszukać jakiejś większej jaskini i przenocować.
-Po moim trupie, nie będę tu nocować tylko dlatego, że jakąś szlamę boli nóżka!- wrzasnęłam.
-Nicole, bez takich obraźliwych słów!- zganił mnie olbrzym.
-Będę robić i mówić co tylko zechcę.
-To może zróbmy głosowanie. Kto jest za nocowaniem?
W górę wystrzeliły cztery dłonie. Oczywiście należały do Bliznowatego, Szlamy, Rudzielca i Millera.
-Pieprzone szlamy, szumowiny i zdrajcy krwi.- syknął Dracon.
-A więc jeśli jesteś taki mądry, Malfoy to idź sobie razem z McCassy i krzyżyk na drogę.- warknął Weasley.
-Niezły pomysł.- blondyn zmierzył go chłodnym spojrzeniem.
-No to idźcie!- krzyknął.
Draco szarpnął mnie za rękę i pociągnął w drugą stronę.
-WRACAJCIE!- ryknął Hagrid.
-Co ty do cholery robisz?- krzyknęłam.
-A jak myślisz?
-Wiesz chociaż gdzie iść?
-Mniej więcej.
Wyrwałam mu się.
-Posłuchaj mnie teraz. Nie wiem jak ty, ale ja nie zamierzam robić z siebie idiotki i błąkać się po tych krzakach.
Mam już tego serdecznie dosyć!
-Widzę, że mnie nie doceniasz, a jeszcze przed chwilą sama chciałaś się stąd zabierać.
-Tak? To teraz już nie chcę. Będę tu nocować z tą bandą idiotów, a tobie radze nigdzie się nie ruszać!
-Bo coś mi zrobisz?
Staliśmy teraz tak blisko siebie, że na twarzy czułam jego oddech.
-Nie docenia mnie pan, panie Malfoy.

Końca Jeszcze Nie Będzie, bo CIĄG DALSZY NASTĄPI :D
Dowidzenia ;*




komentarze [244]

XV >> wtorek, 26 lutego 2008 19:38:23
Witam wszystkich! Tak, nareszcie napisałam notkę. Nie jest długa, ani jakaś najlepsza. Mam już natomiast pomysł na kolejną notkę, nawet dużo pomysłów. Zobaczycie sami ;)
No nic, oto notka.
__________________________________________________________________
Dedykacja: Dla Zuzy , która goniła mnie do pracy ;) i dla wszystkich, którzy wierzyli, że jeszcze wrócę.
__________________________________________________________________
XV
Kolejny słoneczny dzień, wprost idealny na wyjście do Hogsmeade.
Tylko, że tym razem nie będzie ono takie jak zawsze- beztroskie, wśród przyjaciół.
Idę do Hogsmeade żeby dowiedzieć się czegoś o własnym ślubie, wybrać suknię na oficjalne zaręczyny
i ustalić wszystko z mamą. Czym zasłużyłam sobie na takie coś?
-Dlaczego muszę wyjść akurat za Millera?- powiedziałam sama do siebie - No nic, muszę się pozbierać.
Wstałam z puchatego, zielonego dywaniku i ruszyłam w stronę drzwi.
Ostatni raz spojrzałam przez ramię w lustro. Czarna, zwiewna letnia sukienka leżała na mnie doskonale.
Uśmiechnęłam się, a moja lustrzana bliźniaczka zrobiła to samo. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.- powiedziałam od niechcenia.
Do środka weszła ciemnowłosa dziewczynka.
-Amy.- powiedziała podając mi rękę.- Jestem z trzeciego roku.
-Coś jeszcze, czy mogę już iść, bo się trochę śpieszę?- zapytałam mierząc ją wzrokiem.
-Ty jesteś Nicole, tak? Nicole McCassy?
-Tak.
Zachichotała tak jakby to co powiedziałam było śmieszne.
-Profesor Ugly oczekuje Cię w swojej klasie zaraz po śniadaniu, Nicole .-Uśmiechnęła się szeroko.
Kiedy to zrobiła zaczęła przypominać małą ropuchę.
Zaklęciem otworzyłam drzwi. Amy wyszła pierwsza, a ja tuż za nią. Kiedy zamknęłam drzwi już jej nie było.
Poszłam prosto do Pokoju Wspólnego. Jak zwykle o tej porze było w nim tłoczno. Uczniowie przeciskali się, popychali
między sobą. Każdy z nich miał jeden cel- dotrzeć do Wielkiej Sali, gdzie czeka na niego śniadanie.
Draco nie było jednak ciężko znaleźć. Siedział na skórzanej kanapie w samym centrum pomieszczenia. Cały czas przewracał
w palcach różdżkę patrząc na nią z uwielbieniem.
-Cześć.- powiedziałam siadając obok niego.
-Idziesz teraz na śniadanie?- brzmiała odpowiedź na moje powitanie.
-Właściwie to nie wiem. Po śniadaniu mam spotkanie z Ugly.
-Ja też.
-Ciekawe czego ona od nas chce?
-Nie domyślasz się?- spojrzał na mnie.
-Nie, raczej nie widzę żadnego powodu.
-K a r a.- przeliterował chłopak.- Nasz szlaban, pamiętasz?
No jasne! Pochłonięta szkolnymi sprawami i tym całym ślubem zupełnie zapomniałam, że przez poprzedni tydzień powinnam była szorować podłogę w klasie należącym do Ugly.
-Tak, pamiętam.
-Chodźmy już na śniadanie.
-Muszę?
-Ja nie przyjmuję sprzeciwu.
-No dobra.
Śniadanie minęło mi bardzo szybko, a może to były tylko pozory? Czy się bałam?
Raczej nie. Ani się obejrzałam a razem z Malfoyem szliśmy do gabinetu tej starej gnomicy.
***
Weszliśmy do klasy Ugly. Oprócz nas byli tam nasi ulubieńcy: Potter, Weasley, Granger i Miller.
Nauczycielka siedziała za biurkiem. Kiedy nas zobaczyła jej usta wykrzywił szkaradny uśmiech.
-Usiądźcie.
Usadowiłam się w ostatniej ławce, tuż za Draconem.
-Bliżej, bliżej.- powiedziała swego rodzaju drwiącym tonem.
Z nieukrywalną złością przesiałam się do przodu. Teraz jedyną rzeczą, którą widziałam były plecy Pottera.
-No dobrze, mamy już wszystkich, mogę wreszcie zacząć.- wstała od biurka i zaczęła się przechadzać wzdłuż rzędu ławek.
-Za pewne wszyscy wiecie po co tu jesteście?
Kiwnęłam głową.
-Tak, wszyscy macie coś na sumieniu. Pan Malfoy i panna McCasy... Dałam Wam szansę, nie upominałam przez cały tydzień, myślałam, że zmądrzejecie, widocznie się pomyliłam. Jednak chyba nie dopuszczaliście do swoich główek myśli, że dam wam spokój! Zawiodłam się nie tylko na was. Panno Granger, nie spodziewałam się, że jest pani w stanie...
-Hermiona nic nie zrobiła!- krzyknął Potter.
-Bardzo szlachetne, że bronisz swojej koleżanki, Potter, ale chyba nie myślisz, że Ci uwierzę?
-Ładnie wyglądasz.- ni z tego ni z owego wtrącił Draco.
Ugly zaczerwieniła się na twarzy.
-Dziękuję, Malfoy, ale mimo wszystko Ci nie popuszczę. Wolałabym jednak żebyś zwracał się do mnie per pani profesor bądź też proszę pani.
-Mówiłem do Nicole.- powiedział blondyn, a ja ledwo stłumiłam śmiech. Kobieta chrząknęła znacząco, jednak nie sprawiała wrażenia zmieszanej, czy też zbitej z tropu. Przeciwnie, jej oczy zaiskrzyły się jeszcze bardziej. Cała pałała szczęściem.
-A więc cała wasza szóstka nie zawita w dniu dzisiejszym do bram Hogsmeade.
-Co?- pisnął Weasley.
-Przepraszam panią, ale ja jestem umówiona z matką w Hogsmeade.- powiedziałam.
-O jakże mi przykro, mówi się trudno.
-Chyba pani nie myśli, że tu zostaniemy?- zapytał Draco ironicznym tonem.
Oczy nauczycielki obrony przed czarną magią zwęziły się tak, że przypominały już maleńkie szparki.
-Oczywiście! Pomożecie trochę Rubeusowi Hagridowi, na pewno nie pogardzi żadną parą rąk. Żadnych ale Malfoy!- wrzasnęła widząc, że chłopak otwiera już usta.- A teraz zejdźcie mi z oczu! I pamiętajcie idziecie prosto do Hagrida, w przeciwnym razie pożegnajcie się ze szkołą raz na zawsze.
***
-To wszystko przez ciebie Malfoy!-wrzasnął Weasley gdy tylko wyszliśmy z gabinetu Ugly.- Już ja Ci powyrywam
te tlenione kudły z głowy!
-Ron, nie!- Granger złapała go za ramię.
Draco uśmiechnął się kpiąco.
-Widzę, że nie stać Ci nawet na mały sprzeciw, Weasley, a przecież za to się nie płaci.
-Zamknij się!- warknął Potter.
-Bo co, Bliznowaty? Będę mówił ile mi się podoba i co mi się podoba.
-Drętwota!!
Zaklęcie ciemnowłosego leciało prosto w Dracona.
-Protego!- zaklęcie odbiło się od niewidzialnej tarczy Malfoya, musnęło o ścianę, a potem trafiło prosto w Weasleya.
Rudy nie spodziewał się tego. Zachwiał się i osunął na ziemię. Szlama wyglądąła jakby miała zaraz się rozpłakać. Uklęknęła nad nim.
-Ron, Ron, nic ci nie jest?
-N..ie- wyjąkał.
-Ty!Ty...- z dzikim wrzaskiem Granger rzuciła sie na Dracona. Zaczęła na oślep walić go pięściami w brzuch.
Jednak blondyn tylko parsknął i odsunął się do tyłu.
-Gdzie te łapska, szlamo?
-Malfoy!- Potter mierzył w niego różdżką. Granger zaczęła szarpać go za włosy.
- Zostaw go!- wyciągnęłam przed siebie różdżkę.-Furnucul...
-Co tu się dzieje?- wrzasnął profesor Flitwick. Stał w wysokim, kamiennym wysokim portalu i przyglądął się nam z niepokojem.
Ja, Draco, Potter i jego banda, wszyscy mieliśmy w rękach różdżki. Zastygliśmy w bez ruchu niczym osoby na mugolskich fotografiach. Jedynie Miller stał pod ścianą i przyglądał się wszystkiemu z ogłupiałym wyrazem twarzy.
-Na Merlina!-Flitwick zbliżył się do Weasleya i skierował w niego różdżkę.- Enervate!
Chłopak rozejrzał się i powoli wstał.
-Gryffindor i Slytherin tracą po 80 punktów!
-Nie! Profesorze Flitwick, błagam.- Potter patrzył na niego błagalnym wzrokiem, ale ten nie rzucił mu już
ani jednego spojrzenia, w milczeniu zniknął w przejściu,przez które tu przyszedł.
CDN
komentarze [100]

XIV! >> niedziela, 13 stycznia 2008 20:04:31
Cześć wszystkim! Wreszcie doczekaliście się nowej noty. Przepraszam, że to tak długo trwało, ale nie mogłam się zebrać sama w sobie żeby cokolwiek napisać. Jednak jak widać w końcu mi się udało i takim sposobem od dnia dzisiejszego możecie przeczytać czternasty rozdział mojego opowiadania. Nie jest on idealny, nie jest długi... Ale jest.
Za chwilę postaram sie odpowiedzieć na wasze komentarze, za które bardzo Wam dziękuje.


XIV

Otworzyłam okno i pozwoliłam sowie wlecieć do środka. Przysiadła na krześle przekrzywiając łepek to w prawo to w lewo. Wyraźnie czekała na odpowiedź.
-Pięknie.- mruknęłam sama do siebie po czym wzięłam od niej list.
Otworzyłam starannie zapieczętowaną, śnieżnobiała kopertę.
Nicole, zostałam poinformowana ,że w tą niedzielę
organizowane jest wyjście do Hogsmeade.
Dlatego też pragnę zobaczyć się z Tobą w niedzielę
o 13 w kawiarni Madame Lewis.
Napisz mi czy odpowiada Ci ta godzina
Twoja matka, Miranda McCassy.

***
Czułam kompletną pustkę. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Chwyciłam za pierwsza lepszą kartkę papieru
i napisałam na nim 'tak'. Sowa zręcznie schwyciła pergamin w dziobek i wyleciała prawie natychmiast. Patrzyłam na oddalającą
się sylwetkę ptaka, zniknęła gdzieś nad Zakazanym Lasem.
Miałam teraz tyle pytań, na które żadna osoba, tu w Hogwarcie nie mogła mi odpowiedzieć. Na próżno szukałam sposobu
skontaktowania się z matką w inaczej niż za pomocą listu. W końcu poddałam się. Jutro była sobota, czyli
do spotkania z mamą zostały mi dwa dni.
Było na prawdę późno. Przebrałam się w koszulę nocną i położyłam na łóżku. Po chwili oczy zaczęły
mi się same zamykać. Zasnęłam.


Szłam krętą ścieżką, tą samą, którą szłam już dwukrotnie podczas moich wizji.
Skręciłam w lewo. Moim oczom ukazało się wielkie, wyglądające na stare drzewo.
Koło mnie świsnęła strzała. Obróciłam się i nagle stałam już na błoniach Hogwartu.
Rozejrzałam się. Kilka metrów przede mną, nad jeziorem zauważyłam sylwetkę człowieka.
Pobiegłam w tamtą stronę i nachyliłam się. Twarzą do ziemi Leżał tam chłopak,
miał jasne, platynowego koloru włosy. W okolicy ramienia na jego szacie było
widać czerwone plamy krwi. To mógł być tylko Draco.

***
-Wstawaj!- obudził mnie głos Elly.- No już.
Obróciłam się na drugi bok. Przyjaciółka potrząsnęła mną lekko.
-Ell, daj mi spokój.- powiedziałam przeciągając się.
Dopiero teraz otworzyłam oczy. Brunetka przysiadła na skraju mojego łóżka.
-Od kiedy to 'księżniczka Slytherinu' pierwsza wychodzi z imprezy?
-Od wczoraj.- odburknęłam jej.
-Ale wiesz... Musisz pilnować Draco, Parkinson znowu się do niego przywala.
-Też mi nowość, a z resztą Draco sobie sam świetnie z nią radzi.
-Niby tak...
Dziewczyna rozejrzała się po pokoju.
-Wczoraj ja i Blaise...-zaczęła opowiadać. Do mnie zaś nie docierały żadne jej słowa.
Moje sny, czy też wizje były tak realne. Na dodatek zawsze to co widziałam
miało w sobie trochę prawdy. Jaskinia, którą widziałam istniała na prawdę. Było w niej coś o czym nie miałam się dowiedzieć. Sprawa Millera nie miała już takiego znaczenia. Czy Draconowi się coś stało?
-Ziemia do Nicole!- Ellaine machnęła mi ręką przed oczyma.
Popatrzyłam w jej stronę. Na jej twarzy gościł uśmiech.
-Blaise opowiadał nam o swoich wakacjach, wiesz, on jest taki zabawny! Nicole...- przerwała poważnym tonem.
-Słucham?
-Dlaczego nic nie mówisz?
-Po prostu nie mam ochoty.- westchnęłam.- Która właściwie jest godzina?
- Już po dziewiątej. Radzę Ci wstać, zaraz śniadanie.
Elly obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi. Dotykała już klamki, kiedy zawołałam za nią.
Podeszła z powrotem do mojego łóżka. Usiadłam na piętach i przygryzłam wargę.
-Czy Draco wczoraj wrócił do swojego dormitorium?- zapytałam.
-Nie wiem, nie śledzę go, ale pewnie tak.
Nastała chwila milczenia, podczas której dziewczyna wpatrywała się we mnie uparcie. Przez moje myśli przedarł się nagle widok krwi na szacie Malfoya. Zeskoczyłam z łóżka i podeszłam do szafy. Jak zwykle jej drzwiczki zaskrzypiały. Wyciągnęłam
z niej ubrania.
-Gdzie idziesz, o co właściwie...?
-Spotkamy się na śniadaniu.- rzuciłam w jej stronę wybiegając z pokoju.
***
Wielka Sala jak zwykle o tej porze tętniła życiem. Wszędzie panował gwar.
Minęłam stół Gryffindoru, przy którym zauważyłam jak zwykle szkaradnie uśmiechniętego Bruno Millera,
który tłumaczył coś Potterowi zaciekle gestykulując. Przyśpieszyłam kroku. Przy stole Slytherinu nie było Draco ani Blaise'a. Usiadłam obok Elly. Zauważyłam, że brakowało również Carmen.
Sama nie miałam zbyt wielkiej ochoty na jedzenie dlatego też nałożyłam sobie na talerz tylko trochę jajecznicy.
-Ciekawa jestem gdzie oni wszyscy są.- powiedziała po chwili Hamilton.
Zanim zdążyłam otworzyć usta usłyszałam słodki głos Pansy Parkinson.
-Cześć, Nicole!
Nie odpowiedziałam. Mimo to Parkinson władowała się pomiędzy mnie a Ellaine. Przez chwilę przyglądała mi się z głupawym wyrazem twarzy.
-Mów czego chcesz, Parkinson i wynoś się stąd.- powiedziałam.
Ona dalej milczała. Otworzyła usta ale zaraz je zamknęła.
-Przecież dobrze wiemy, że nie przyszłaś tu żeby sobie posiedzieć.
-Wiesz może gdzie jest Dracuś?- zapytała po chwili.
Elly parsknęła śmiechem.
-Nie wiem gdzie jest Draco.
-Jak to nie wiesz?- zapytała pretensjonalnym tonem.-Ty musisz wiedzieć.
-Ja nic nie muszę, Parkinson.
-Ale on na pewno Ci coś mówił.
-Sama chciałabym wiedzieć gdzie on jest.
-Nie wierzę Ci.
-No i nie musisz.- przerwała nam Ell.- Ważne żebyś sobie poszła.
Parkinson zmierzyła ją wzrokiem po czym wstała od stołu.
-Ja się i tak dowiem.-krzyknęła.
-Powodzenia.-odpowiedziałam jej.
Parkinson zniknęła gdzieś w tłumie uczniów.
Ja zaczęłam bawić się widelcem. Rozejrzałam się po sali. Wielki, rzeźbiony zegar wskazywał na godzinę dziesiątą. Wstałam powoli od stołu żegnając się z przyjaciółką.
***
Wyszłam na błonia Hogwartu. Słońce paliło mnie w plecy. Szłam prosto przed siebie nie spuszczając oczu z przeraźliwie błękitnej tafli jeziora,
od którego dzieliło mnie już kilka metrów. Byłam już w miejscu, w którym w mojej wizji powinien leżeć Malfoy. Przykucnęłam i zaczęłam rozgarniać trawę. Nikogo tu nie było.
-Całe szczęście.- szepnęłam wstając.
W wizji najpierw weszłam do Zakazanego Lasu. Była tam tez jaskinia, która od tak dawna mnie
interesowała. Niewiele myśląc przeszłam przez błonia i minęłam chatkę Hagrida, o ile tą
ruderę tak można było nazwać i przekroczyłam granicę dzieląca mnie od Zakazanego Lasu.
***
Ścieżka była kręta. Pomimo tego, że dzisiejszy dzień był bardzo słoneczny na kamienistą drogę padały
minimalne ilości światła. Wszędzie na około rosły wysokie drzewa, których pnie zdawały się
mieć szarawy odcień. Cały czas słyszałam zewsząd dziwne dźwięki. Czasami wydawało mi
się, że ktoś mnie obserwuje. Mimo tego szłam prosto przed siebie mijając wszystko to
co widziałam w moich wizjach. Przedarłam się przez cierniste krzaki, które zarastały mi drogę.
Ręce piekły mnie od kolców, które powbijały mi się w nie przy rozgarnianiu ich gałęzi.
W tej chwili ból przynosił mi pewnego rodzaju ukojenie. Dotarłam do rozwidlenia dróg.
-Powinnam iść w prawo, czy w lewo?- zapytałam sama siebie.
Zdecydowałam się iść w prawo. Droga przez chwilę była prosta i wąska. Ku mojemu
zdziwieniu nagle zaczął padać deszcz, założyłam więc na głowę kaptur. Wokół mnie zaczął krążyć nieznany mi dotąd czarny ptaki.
Usiłował dziobnąć mnie w głowę. Próbowałam odgonić go ręką cały czas patrząc w jego ciemne, gniewnie łypiące na mnie oczy. Nagle potknęłam się i wylądowałam na zimnej, mokrej ściółce leśnej. Nie zdążyłam wstać, kiedy poczułam coś twardego na swoich plecach.
-Co jest?- wyciągnęłam różdżkę i odwróciłam się gwałtownie.
Moim oczom ukazała się ogromna postać
Rubeusa Hagrida, nauczyciela opieki na magicznymi zwierzętami. Nadal
wbijał mi w plecy jakiś wstrętny, różowy parasol.
Obok nogi olbrzyma skakał sporej wielkości brytan szczekając zaciekle.
-Eee, Tego, ja przepraszam.- powiedział po chwili podając mi rękę.
Nie korzystając z jego pomocy dźwignęłam się na nogach i wstałam. Otrzepałam szatę i schowałam różdżkę.
-To niebezpieczne szwendać się tak po Zakazanym Lesie.
-To po co tu przylazłeś?
-Ja tu... Ja tak na spacerek. A Ty co tu robisz?
-Nie Twój interes.- warknęłam przyspieszając kroku.
-Uczniowie nie mogą samemu wchodzić do Zakazanego Lasu bez zgody nauczyciela.
-Trudno.
-Teraz, kiedy nie ma już Dubledore'a nigdzie nie jest bezpiecznie. Nie można samemu łazić po takich miejscach jak to.
-Z Dubledorem, czy bez, co za różnica?
-Jak śmiesz?!?- człowiek zaczął wymachiwać przede mną swoim parasolem.- Dumbeldore był najlepszym Dyrektorem jakiego Hogwart mógł mieć. Takiego jak on nigdy już nie będzie.
-Wielka szkoda.- jeszcze bardziej przyspieszyłam kroku. Teraz już prawie biegłam.
-Panienka poczeka.
Zaczęłam biec. Nie miałam ochoty na wszelkie kontakty z tym kretynem.
Dotarłam na błonia. Kiedy byłam już bliżej zamczyska zwróciłam wzrok w stronę jeziora. Niedaleko niego odkąd pamiętam zawsze roiło się od uczniów, teraz nie było tu nikogo, prawie nikogo.
Pod drzewem siedział Draco Malfoy. Opierał się o nie plecami. Włosy miał lekko rozczochrane, szatę u dołu poszarpaną. Patrzył gdzieś w dal, nie mogłam dokładnie określić gdzie. Usiadłam obok niego.
-Gdzie byłaś?- zapytał.
-Taki mały spacer.- odpowiedziałam.
-Po zakazanym lesie?
-Draco, ja...
-To nie jest zabawa.- powiedział wstając gwałtownie.
-A Ty skąd wiesz gdzie byłam?
-Ptaszki mi doniosły.
-Śledzisz mnie?
-Nie.
-No to skąd wiesz?
-Nie ważne.
Ja również wstałam. Staliśmy naprzeciwko siebie.
-Chodzi Ci o Millera, o to, że Ci nie powiedziałam, prawda?
To musisz wiedzieć, że sama niedawno się dowiedziałam!
-Oboje wiemy, że za niego nie wyjdziesz.- powiedział spokojnie.
Bezczelny, cholernie pewny siebie, taki właśnie był Draco i za
to między innymi interesował mnie bardziej niż większości chłopców.
-Więc?- spytałam.
-Wtrącasz się w coś co Ciebie nie dotyczy, przynajmniej teraz.
Przewróciłam oczami.
-To może zmienimy temat i posłuchamy gdzie był pan Malfoy podczas śniadania?
-Nie pytaj, bo i tak Ci nie odpowiem.
Jeszcze raz spojrzałam na jego postrzępioną szatę, na ramię, które krwawiło jak w moim śnie. Chwyciłam za różdżkę, ostrożnie przyłożyłam ją do rany.
-Regenerate.- krew przestała lecieć, a rana zaczęła znikać.
-Dzięki.
-Co to było?
-Mówiłem już, że nic Ci nie powiem.
-A ta jaskinia, co w niej właściwie jest?
-Skąd Ty w ogóle o niej wiesz?
-Ptaszki ci nie doniosły?
-Akurat nie.
Westchnęłam.
-Ty masz swoje tajemnice, ja mam swoje.
-Jak chcesz.
Draco znowu patrzył gdzieś w dal. W pewnym momencie, pod wpływem impulsu chwyciłam Malfoya za lewą dłoń i podwinęłam rękaw jego szaty. Gdzieś powyżej łokcia widniało coś podobnego do tatuażu, mroczny znak. Tego właśnie się spodziewałam.
Chłopak stał sztywno, prawie jak kamień.
-Od jak dawna?
-Już prawie dwa lata.
Skinęłam głową. Od kilku miesięcy byłam prawie pewna, że Draco jest śmierciożercą.
Zdążyłam się przyzwyczaić nie robiło mi to praktycznie żadnego problemu.
-Zabiłeś kogoś?- to było najgłupsze pytanie jakie mogłam mu teraz zadać.-Nie odpowiadaj.
-Nie miałem zamiaru. Musisz mi obiecać, że nikomu nie powiesz.-
powiedział z śmiertelnie poważną miną.
-Obiecuję.
-I nie będziesz o nic pytać ani się w to wszystko mieszać.
Wymagał ode mnie praktycznie niemożliwego. Te sny musiały mieć
jakiś związek z tym w co za pewne nie miałabym sie mieszać. Tylko jak mogę nie mieszać się w coś co narzuca mi własna podświadomość?
Może Draco powinien dowiedzieć się o wszystkim. A może nie?
-Obiecuję. Chociaż nie wiem, czy mi się uda.
-Musi Ci się udać, właściwie nie masz wyboru.
-Bo co, zabijesz mnie?- dlaczego musiałam być taką idiotką i
zadawać teraz takie głupie pytania zamiast normalnie z nim porozmawiać.-Przepraszam.
Chłopak widocznie nie przejmował się moimi pytaniami.
-Twoja kolej.- powiedział sucho.
Spojrzałam na niego pytająco.
-Twoja tajemnica.
-Nie godna uwagi.
-I tak posłucham.
-Nie dzisiaj, Draco.
-Dzisiaj, tu i teraz.- załapał mnie za nadgarstek.
Po chwili puścił. Usiedliśmy na trawie. Słońce już prawie zaszło.
Opowiedziałam mu prawie wszystko, o snach, o wizjach.
Nie dowiedział się jedynie o ostatnim śnie, bo niby jak miałam mu wytłumaczyć, że powinien gdzieś tu leżeć zupełnie martwy?

C.D.N.

_________________________________________________________________
Poprawiłam błędy i właściwie zmieniłam końcówkę. Po prostu taki obrót akcji jaki planowałam wcześniej nie pasował samej mnie. Myśle, że teraz jest trochę lepiej. Przepraszam za problemy.
Wcześniej zamiast 'Rubeusa Hagrda' (co słusznie zauważyła koleżanka z bloga cedrella-black) wyszedł mi 'Rubens Hagrid'.
To już było ponad moje możliwości i zaczęłam się z tego cholernie śmiać i nie mogłam przestać co gorsza. Ale już jest dobrze...
Było dużo błędów i dziękuję wszystkim 'wykrywaczom'.
Na tym bym chyba skończyła, ale tak właściwie powiem Wam coś jeszcze.
Prosiłabym żebyście nie zwracali się do mnie 'Nicole'.
Ja już mam manię prześladowczą i jak do tego dojdzie jeszcze rozdwojenie jaźni to będzie super. Wolałabym żebyście mnie nazywali Martyną albo Lady Black, dobrze (pytanie retoryczne)?
I tak wiem, że zawsze będzie taka osoba, która się nie dostosuje, bo
wy jesteście uparaci (ja też xD). Kurcze, że mi się chce to pisać...

Dziękuję, bardzo, bardzo, bardzo dziękuję dziewczynom z blogów:
tajemny-pamietniczek, draco-in-love, narcyza-malfoy.
To własnie one najwięcej razy zajrzały na mojego bloga,
Może napiszę ile razy tu były:
1.tajemny pamietniczek 63 razy
2.draco-in-love 61 razy
3.narcyza-malfoy 55 razy

Powiem wam, że chyba zacznę pisać teraz nową notę, bo mam motywację. Właśnie skończyłam czytać megainteresującą książkę. Taka adrenalina.
Czułam się jak główna bohaterka. Jakbym to ja się włamywała do cudzych domów. Ja przy tej książce się tak śmiałam... Ale truję co? I tak nie wiecie o co chodzi. Dobra, kończę. W razie jakiś tam pytań, czy czegoś tam piszcie na Gadu-Gadu: 6817818.
Ktoś to czytał?

(JA!)
Pozdrawiam L.B.


komentarze [55]

XIII >> sobota, 22 grudnia 2007 21:03:25
Witajcie kochani! Dzisiaj chciałam tylko złożyć Wam życzenia i dodać XIII rozdział dlatego też nie zanudzam.

Pragnę złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia z okazji zbliżających się świąt. Na samym początku życzę Wam dużo miłości ze strony waszych bliskich, nadziei i szczęścia. Abyście zaznawali jak najmniej aktów bólu i cierpienia.
życzę Wam również wiary i chęci do pisania Waszych wspaniałych opowiadań.
Abyście nigdy nie tracili weny i żeby nie brakowało Wam pomysłów.
Niech nowy rok przepełniony będzie przede wszystkim waszą radością i spełnionymi marzeniami i najskrytszymi pragnieniami. Niech Wasze serca czują się spełnione.
Życzę jeszcze dobrych przyjaciół i chłopaka/ dziewczyny.
Z pozdrowieniami, Wasza Lady Black.



XIII- "Łzy."
Weszłam za przyjaciółką do jej dormitorium. W ciszy wskazała mi miejsce na czerwonym, skórzanym fotelu.
Usiadłam na nim. Elly usiadła na przeciwko na takim samym fotelu.
Cokolwiek miałami do powiedzenia wiedziałam, że nie będzie to nic miłego. Ona sama zdawała się być przerażona.
Była niezmiernie blada. Tylko co mogło się takiego zdarzyć?
-A więc?- popatrzyłam na nią pytająco.
-Wiesz, po obronie przed czarną magią, kiedy przechodziłam przez pokój wspólny
siedziało tam kilku chłopaków i ja...- zamilkła.
-Elly, wyduś to z siebie.
-Bo wiesz...- spuściła wzrok.- Chyba wiem, czego mógł chcieć od Ciebie ten Miller.
Zaśmiałam się. Zapewne uwierzyła w jakąś bzdurę, zwykłą nic nie wartą plotkę.
-A ja myślałam, że to coś na prawdę poważnego.
-To jest coś poważnego.
-Jeśli dotyczy Millera to nie sądzę.
-A więc może Ty wiesz czego on od Ciebie chciał?- uniosła się lekko.
-Ell, daj spokój. Chciał po prostu porozmawiać. To jakiś szaleniec, z takimi
trzeba po prostu uważać i tyle.
-Nie.- szepnęła Ellaine.- Myślę, że to co mówił, że to czym się chwalił... To może być prawda.
-Ale co on powiedział?
Szatynka poczerwieniała. Z tym chłopakiem wiązały się same problemy. Już od naszego pierwszego spotkania
wiedziałam, że nigdy się z nim nie dogadam.
-Zmieńmy temat, dobrze?- zapytałam z nadzieją w głosie.
Ellaine kiwnęła głową po czym uśmiechnęła się lekko.
-Tylko wiesz, myślę, że powinnaś z nim porozmawiać, bez względu na wszystko. Wiem, że go nie lubisz, ale
jeśli on mówi prawdę to może być koniec, apokalipsa, rozumiesz?
Popatrzyłam na nią z lekkim niesmakiem.
-Porozmawiam z nim, ale nie teraz.
-Obiecujesz?
-Obiecuję.
Uśmiechnęłam się lekko. Po prostu pujdę do tego debila i porozmawiam z nim- nic trudnego.
-A teraz powiedz mi gdzie byłaś nad ranem.
Uśmiechnęłam się tajemniczo, Ell również się uśmiechała. Nie wyglądała już na przestraszoną,
dziewczynę z obłędem w oczach.
-Byłam na małym spacerze.- skłamałam.
-Sama?
-No tak, a co?
-A gdzie spacerowałaś, po sypialni Dracona?
-A Ty skąd wiesz?
-Mam swoje źródła. Opowiadaj jak było.
-Twoje źródła cię nie poinformowały?
-No niestety nie.
-A więc niczego się nie dowiesz.
-Nicole, no powiedz mi. Ja też chcę mieć jakąś rozrywkę.
W tej chwili prawdopodobnie z pokoju wspólnego dobiegły nas wyraźnie rozbawione głosy Ślizgonów,
śmiali się, krzyczeli, w tle słyszałyśmy również muzykę.
-To chodźmy do pokoju Wspólnego, zdaję się, że urządzają jakąś małą imprezę.
-No to chodźmy.
Dopiero kiedy wstałam zdałam sobie sprawę z tego, że mam na sobie jeszcze szkolną szatę, a w ręce
trzymam torbę z książkami i zeszytami.
-Pójdę się przebrać.
-Spotkamy się za pięć minut, wystarczy Ci?
-Myślę, że tak.
***
Weszłam do swojego dormitorium. Popatrzyłam na okno. Nie widziałam za nim żadnych sów. Odetchnęłam z ulgą.
Nie potrzebne mi teraz były listy. Tym bardziej, że moja matka na pewno czekała na odpowiedź na swój list.
Lada dzień mogłam dostać kolejny list od niej, a wtedy musiałabym odpisać. Nie miałabym żadnej wymówki.
Podeszłam do wysokiej, drewnianej szafy i otworzyłam ją. Był to stary mebel dlatego też przy otwieraniu
drzwi skrzypnął cichu. Mogłam powiedzieć o szafie jedno- miała duszę. Gdyby nie te poobdrapywane, tandetne klamki powiedziałabym, że mi się podoba. Ściągnęłam z siebie ciemną szatę po czym odwiesiłam ją na wieszak. Ubrałam na siebie szary top na ramiączkach i ciemne, wąskie spodnie. Ciasno związałam włosy w kucyk. Żaden niesforny kosmyk nie miał prawa odstawać. Na koniec założyłam jeszcze kolczyki w kształcie dużych kółek. Dostałam je na piętnaste urodziny. Były wysadzane diamentami. Spojrzałam ostatni raz w lustru i posłałam samej sobie uśmiech satysfakcji po czym wyszłam z pokoju.
Na korytarzu czekała juz na mnie Elly. Była ubrana w czarną bluzkę z małymi koronkami na rękawach i zwiewną, fioletową spódnice.
-Ładnie wyglądasz.- powiedziała.
-Ty też.
***
Przeszłyśmy przez krótki korytarzyk i znalazłyśmy się w pokoju wspólnym Slytherinu.
Był on ewidentnie przepełniony ludźmi. Do tej pory nie widziałam jeszcze takiego skupiska Ślizgonów w jednym miejscu. Zebrało się tu ich więcej niż na meczu Quidditcha.
Z góry zwieszał się wielki transparent z napisem Witamy Cię, Draco!.
Byłam wręcz pewna, że zrobiła go Parkinson.
Pomieszczenie przepełniała muzyka. Większość osób tańczyła. Na jednym z łóżek
jakaś dziewczyna całowała się z chłopakiem. W samym centrum uwagi był oczywiście Draco.
Otoczony przez kumpli i fanki nie miał chwili wytchnienia. Na nasz widok stojący obok niego Blaise uśmiechnął się i krzyknął.
-Dziewczyny idą.
Zastanawiałam się jak w takim tłumie mógł nas zobaczyć i jakim cudem my usłyszałyśmy go w tym huku. Przedarłyśmy się przez tańczący tłum, później przeszłyśmy obok kominka.
Gdyby nie on za pewne nikt nic by tu nie widział. Później przedarłyśmy się przez całą
bandę dziewczyn i dotarłyśmy do chłopaków. Ell podeszła do Bleaisa a ja do Draco.
Oboje byli jeszcze w szkolnych szatach, ale najwyraźniej im to nie przeszkadzało.
-Zatańczysz, Ellaine?- zapytał ciemnowłosy.
-Z przyjemnością.
Po chwili oboje zniknęli nam z oczu. Było na prawdę gorąco, przez chwilę miałam niemałą ochotę ściągnąć z siebie bluzkę, ale i to by pewnie nie pomogło. Popatrzyłam w oczy Draco. Były na prawdę piękne, dostrzegłam to już wcześniej, ale teraz w świetle bijącego od kominka zdawały się wyglądać zupełnie inaczej.
-Draaaaco!- do chłopaka podbiegła Parkinson.
Przewrócił oczami po czym rzucił dziewczynie pogardliwe spojrzenie.
-Czego znowu chcesz?
-Drakusiu, nie widzieliśmy się tka długo. Na pewno masz mi dużo do powiedzenia, chodźmy gdzieś razem, na spacer, albo gdzieś…
-Tak, istotnie mam Ci dużo do powiedzenia.
Parkinson uśmiechnęła się od ucha do ucha.
-Zostaw mnie w spokoju.-sykną do niej Draco.
-Ale przecież masz mi coś do powiedzenia, tak?
-Właśnie powiedziałem Ci to co chciałem.
-Acha.- Parkinson poczerwieniała na twarzy.-No to ja pójdę… Do przyjaciółek.
Kiedy dziewczyna zniknęła nam z oczy uśmiechnęłam się lekko.
-to ona ma przyjaciółki?
-Nie wiem. –odpowiedział mi Draco.
Jeszcze raz spojrzałam w jego oczy. Nie mogłam się oprzeć, pocałowałam go.
Blondyn odwzajemnił pocałunek. Wodził ręką gdzieś w okolicach mojego prawego policzka.
Było tak samo jak wczoraj, a może nawet lepiej. Przytuliłam się do niego mocno jednak nie przerywałam pocałunku. z nim czułam się lepiej.
Czułam na sobie spojrzenia zazdrosnych fanek chłopaka, słyszałam głosy chłopców
i pozostałych dziewczyn. Wtedy podeszli do nas Zabini i Elly.
„Oderwałam się” od Dracona. Oboje uśmiechali się.
-Gratuluje Draco, taka dziewczyna…
Blondyn uśmiechnął się lekko, ja też.
Rozmowa między nami zaczęła się rozwijać. Elly i Blaise opowiadali coś o Potterze.
Jednak po chwili przestałam słuchać. W drzwiach prowadzących do korytarzu sypialni chłopców zauważyłam Bruno Millera. „Teraz, albo nigdy”- pomyślałam.
-Jestem trochę zmęczona, pójdę już.- powiedziałam.
-Zostań jeszcze trochę.- nalegała Ell.
-Nie, Elly, boli mnie trochę głowa.
Pocałowałam Draco w policzek po czym skierowałam się w stronę Millera.
-Odprowadzę Cię.- krzyknął za mną Draco.
-To impreza na Twoją cześć, powinieneś zostać. Dobranoc.- odpowiedziałam.
Zgrabnie przemknęłam się między zastawionym kieliszkami stołem,
ominęłam grupkę tańczących par. Stałam naprzeciwko Bruno Millera.
Z całej siły pchnęłam go w ciemny korytarz po czym weszłam tam za nim. Nie chciałam żeby ktokolwiek nas widział.
***
-Ostatnio chciałeś porozmawiać.- rzekłam sucho.
-Zapraszam do pokoju.- odpowiedział mi jego nieprzyjemny, złośliwy głos.
Weszłam za nim do małego pomieszczenia. Oświetlane było jedynie światłem księżyca.
Chłopak zapalił kilka świec. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na ziemi walały się różne części męskiej garderoby, papierki po słodyczach oraz różne inne przedmioty.
Wielkie łoże nakryte czerwoną kapą również nie było zbyt czyste.
Uważając aby nie potknąć się o te wszystkie śmieci przeszłam za chłopakiem i usiadłam na
małym, drewnianym taborecie.
- A więc chciałabym się dowiedzieć jakie to głupoty związane ze mną opowiadasz
swoim głupim kolegom.
-Nie wiem kto ci powiedział, że to są głupoty. To naprawdę ważna sprawa i powinnaś się już znacząc przygotowywać.
-Przygotowywać? Niby do czego?
-A jak myślisz?- zapytał kładąc wskazujący palec na moich ustach.
Wzdrygnęłam się.
-O co ci znowu chodzi?
-O Ciebie! Jeśli myślisz, że przyszłam tu…-
-Powinnaś wreszcie zacząć zachowywać się jak należy.- przerwał mi chłopak.
Parsknęłam. Ten człowiek miał jakieś zaburzenia i w dodatku chciał mnie pouczać.
-Będę zachowywała się tak jak chcę, a już na pewno w stosunku do ciebie. Jeśli jeszcze
raz mnie dotkniesz to…
-To co?- przerwał mi.
Milczałam.
-Tak myślałem. Powinnaś się przyzwyczajać Nicole Miller.
Zaczynało braknąć mi tchu. Jak on śmie? Nie jestem żadną panią Miller.
Co on sobie wyobraża?
- Nie jestem żadną panią Miller!- wrzasnęłam.
-Cicho bądź. Jeszcze ktoś nas usłyszy, a chyba nie chcesz żeby ten Twój
głupi blondyn dowiedział się, że go zdradzasz.
-Ale ja go nie zdradzam.
-Pomyśl, przychodzisz tu do mnie, w środku nocy, czy to jest takie normalne?
Byłam bezsilna. Mógł zrobić ze mną wszystko, a ja nie mogłam nawet krzyczeć.
Dlaczego nie zabrałam ze sobą różdżki?
-Poczułby się wreszcie jak ja. Nie wiem co widzisz w tym tchórzu.
-On nie jest tchórzem.- syknęłam wściekła.
-Cicho, Nicole, nie bądź głupia jesteś w moim dormitorium i tu ja ustalam zasady.
Chłopak zaśmiał się.
-Tyle lat poniżania, mojego wstydu, a teraz wreszcie zabiorę Malfoyowi to co ma najcenniejszego.
-O czym Ty mówisz?- wyszeptałam. Byłam zdruzgotana.
-Mówię o Tobie, pani Miller.
-Nie jestem…
-Czyżby?- przerwał mi Bruno. Wyciągnął pośpiesznie z kieszeni zwitek poplamionego
pergaminu po czym wcisnął mi go do ręki.
-Czytaj.- warknął.
Drogi Brunonie, mym Twoi rodzice doszliśmy do wniosku, że jesteś już na tyle
dojrzały iż w Twoim życiu przyszedł czas na kolejny etap. Wraz z rodzicami niejakiej
panny Nicole McCassy uznaliśmy iż jesteście godni siebie kandydatami na małżonków. Dlatego tez wasze zaręczyny odbędą się piętnastego marca, w sobotę w naszej rezydencji zimowej. Gratulujemy Ci i życzymy szczęścia.

***
List nie kończył się na tym jednak nie byłam w stanie czytać dalej. Cała się trzęsłam,
czułam pustkę, po policzku ciekły mi łzy. Pierwsze w życiu naprawdę szczere łzy.
Jak moi rodzice mogą mi to robić? Dlaczego teraz, kiedy Draco i ja jesteśmy już razem
wszystko musi zepsuć jakiś przeklęty list.
Miller próbował mnie objąć, ale ja odepchnęłam go najsilniej jak mogłam.
Zerwałam się z miejsca i wybiegłam z pokoju.
Pognałam natychmiast do swojego dormitorium i rzuciłam się na łóżko.
Cały czas przed oczami miałam litery, który układały się w tak okropne zdania.
„To nie prawda.”- powtarzałam sobie.
Spojrzałam w stronę okna. Udało mi się wstać i podejść do niego bowiem za nim zobaczyłam
sowę mojej matki.
CDN

Wydaje mi się, że notka dłuższa od poprzedniej. Zajęła mi ponad 5 stron w Wordzie. Dziękuję również za wszystkie miłe komentarze.

JAK WAM SIę PODOBA?





komentarze [57]

XII- >> sobota, 15 grudnia 2007 19:51:32
Cześć. To była chyba najdłuższa przerwa w historii tego bloga, ale
nie przesadzajmy.. 10 dni. Dużo, czy mało? Myślę, że tak sobie.
Nowa notka jest krótka. No niestety... Postaram się żeby kolejna bła dłuższa.
POWIEM WAM TERAZ JEDNO- BęDE INFORMOWAłA O NOWYCH NOTKACH OSOBY, KTóRE KOMENTUJE DWIE POPRZEDNIE.
Ale nudzę, co? No niestety. No dobrze. Daję XII rozdział.
Korzystając z okazji chciałam pozdrowić wszystkich z listy w dedykacji (patrz w menu) oraz z osobna:
1. Zuzannę. Moją wspaniałą kuzynkę. (Klik).
2. Zuzannę. Moją najlepszą przyjaciółkę, która potrafi mnie rozśmieszyć zawsze i wszędzie, która jutro obchodzi swoje czternaste urodziny.
Wszystkiego najlepszego. I nie martw się, nie jesteś pierwsza. wierze w Ciebie xD(brak bloga)
3. Zuzannę. z która ostatnio rozmawiałam na gadu-gadu, która piszę jedno z najlepszych opowiadań na tej ziemi, i która zjadła biednego Mikołaja xD(Klik)

XII
Był to list. List zaadresowany do Dracona Malfoya. Pokusa była silnia.
wiedziałam, że jeśli Draco by się dowiedział, że w wolnych chwilach czytuje jego listy nie był by szczęśliwy.
Z drugiej strony skąd mógłby się dowiedzieć?
Zaklęciem zapaliłam ogień w kominku w Pokoju Wspólnym. Teraz swobodnie mogłabym przeczytać każde zdanie listu.
Otworzyłam kopertę i wyjęłam z niej sztywny, biały pergamin.
List był od Lucjusza Malfoya. Ogarnęły mnie wyzuty sumienia, a przecież nie poznałam jeszcze treści wiadomości. Chyba po raz pierwszy traktowałam jakiegoś człowieka prawie na równi z sobą. Nie chciałam czytać tego listu, nie chciałabym przecież żeby ktoś czytał moje listy. Włożyłam pergamin do koperty i powoli wstałam.
Poszłam do swojego dormitorium i przebrałam się w koszulę nocną i położyłam się na swoim obszernym i wygodnym łożu. Przymknęłam oczy i natychmiast przypomniał mi się wyraz twarzy Dracona, kiedy siedział obok mnie na kanapie w pokoju wspólnym. Zapragnęłam go zobaczyć. Od tego nie mogłam się już powstrzymać. Nie powinien jeszcze spać.
Wzięłam list i cicho przemknęłam sie przez korytarzyk prowadzący do sypialni chłopców.
Znalazłam dormitorium Dracona. Zapukałam.
-Proszę.-odpowiedział mi głos blondyna.
Weszłam do środka. Draco leżał na łóżku w samych bokserkach. Kiedy mnie zobaczył wstał i podszedł. Bez słowa wręczyłam mu list.
Staliśmy na przeciwko siebie. Dracon patrzył to na mnie, to na list.
-Nie martw się, nie czytałam.
Odłożył list na szafkę nocną po czym znowu stanął na przeciw mnie.
-Pewnie jesteś zmęczony. Ja już pójdę.-powiedziałam nie ruszając się wcale z miejsca.
Przez twarz Dracona przebiegł cień tajemniczego uśmiechu.
***
Na swoich ustach poczułam delikatne choć zimne wargi Dracona. Prawie natychmiast odwzajemniłam pocałunek.
Mogłabym tak spędzić całe życie, albo chociaż pół. Blondyn nie był nachalny, ani też zachłanny przy tym świetnie całował. Czyżby był człowiekiem idealnym?
Opadliśmy bezwładnie na wielkie łoże chłopaka nie przerywając pocałunku.
***
Rano obudziły mnie rażące w oczy promienie zimowego słońca. Powoli otworzyłam powieki. Wtulona byłam w nagi tors Draco.Uniosłam głowę. Chłopak nie spał.Przyglądał mi się z uwagą.
-Wiedziałem, że przyjdziesz.- powiedział po chwili.
Uśmiechnęłam się.
-Ryzykowne posunięcie.
-Wiedziałem, że nie przeczytasz tego listu.
-Tak, a niby skąd?
-Bo ja wiem wszystko.
Westchnęłam.
-Jak zwykle skromny. Powiedz mi, która jest godzina.
-Właśnie kończy się pierwsza lekcja.
-Mogłeś mnie obudzić.
-Pomyślałem, że należy nam się trochę dłużysz weekend.
-Być może, ale nie jestem pewna, czy Sprout, albo Ugly to zrozumieją.
-Czyżbyś była o to zła?
-Skądże.- udałam obojętną.- mogłabym tu siedziec godiznami. Ale wiesz, ze będziemy mieć szlaban?
-Trudno.
-W gruncie rzeczy spędzimy ze sobą trochę więcej czasu.
Draco kiwnął głową.
Wstałam i ruszyłam stronę drzwi.
-Co robisz?- zapytał chłopak.
-Zamierzam się ubrać. Chyba nie chcesz żebym tak poszła na lekcje?
-Wiesz, mi tam pasuje.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Idę się ubrać i uczesać. Tobie radze już wstać.
-Zastanowię się nad tym.
-Draco!
-No co?
-Ech, uwielbiasz mnie denerwować, prawda?
Nastała chwila ciszy.
-Pewnie.- uśmiechnął się zawadiacko.
***
Ubrana i delikatnie umalowana nie zapomniawszy zabrać ze sobą torby pełnej podręczników i wypracowań gotowa byłam iść na lekcje. Wiedziałam, że Ugly da mi szlaban, ale teraz się to dla mnie nie liczyło.
W Pokoju Wspólnym na skórzanej, ciemnej kanapie siedział Draco. Jego włosy były starannie uczesane- zupełnie inne niż tej nocy. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się go tutaj, bo w końcu to ja pierwsza poszłam "doprowadzić się do porządku".
-To idziemy.- powiedział stanowczo chłopak.
-Idziemy.- powtórzyłam.
Przeszliśmy przez ścianę i znaleźliśmy się w długim, ciemnym korytarzu, który prowadził do lochu niegdyś należącego do Snape'a. Drzwi były zamknięte.
-No dalej.- poganiał mnie Malfoy- Chyba nie boisz się jakiejś starej krowy?
-Pewnie, że nie.
-No to czemu nie otworzysz tych cholernych drzwi?
-Ty je otwórz.
Draco szarpnął za klamkę. Oczy wszystkich uczniów, którzy w tej chwili mieli lekcje Obrony Przed Czarną Magią, a zarazem nauczycielki tego przedmiotu zwrócone były ku nam.
Ślizgoni wyraźnie cieszyli się z powrotu Draco do szkoły. Wykrzykiwali jego imię, a Parkinson aż podskoczyła w ławce. Wtedy to po raz pierwszy zauważyłam podczas lekcji Bruno Millera. Siedział z tyłu obok Neville'a Lonbottom'a i mruczał coś pod nosem. Spojrzałam teraz na Ugly i jakby nigdy nic usiadłam na swoje miejsce. Za mną szedł blondyn. Nauczycielka zacmokała.
-Malfoy! McCassy! WSTAĆ!-wrzasnęła.
Ani ja, ani chłopak nie ruszyliśmy się z miejsca, ale Esmeraldzie Ugly najwidoczniej to nie przeszkadzało. Widać było, że jest w swoim żywiole.
-Co wy sobie wyobrażacie?!? Przecież zaraz koniec lekcji!- produkowała się.
Żadne z nas się nie odzywało. Ja wpatrywałam się w włosy Dracona z uśmiechem satysfakcji na twarzy.
-Wstać powiedziałam! Macie mi to natychmiast wytłumaczyć!
Oboje wstaliśmy.
-Myślicie, że takie wykroczenie ujdzie wam płazem?
-Niech pani nie przesadza.- wtrąciła się Elly.
-Hamilton, wstawaj!
Ell wstała.
-A więc panie Malfoy i panno McCassy, co było powodem tego haniebnego spóźnienia?
-Po prostu nie mieliśmy ochoty użerać się z panią całą godzinę.- powiedział Draco z pogarda w głosie.
Cała klasa zaniosła się śmiechem.
-Malfoy, jesteś bezczelny.- wydukała Ugly wyraźnie zbita z tropu.
-Trudno.- powiedział.
-A Ty co masz do powiedzenia McCassy?
-Draco wyraźnie wypowiedział się za mnie i za siebie. Jeśli pani tego nie rozumie to...
-Ta młodzież.- przerwała mi.- Bezczelność, niczego Was nie uczą w tych domach. I to kto jak kto,ale Malfoy i McCassy, arystokrata i arystokratka. Myślałam, że znacie zasady dobrego zachowania, że
wiecie jak zachowuje się w stosunku do kobiet,a Tym bardziej starszych od siebie.
-To ona jest kobietą?- Elly zapytała z udawanym zdziwieniem.
Ugly poczerwieniała, była widocznie zła. Sprawiało mi to ogromną satysfakcję.
Ruda kobieta już otwierała usta, już chciała coś powiedzieć, kiedy zadzwonił dzwonek. Ślizgoni i Gryfoni zaczęli pakować swoje książki i wychodzić z sali.
-McCassy i Malfoy zostają!
***
-Należy wam sie porządna kara. Jednak iż w Hogwarcie nie używa się już kar cielesnych będę zmuszona wymyślić coś innego. Taaak...- na jej twarz "wpełzł" obrzydliwy uśmieszek- Zaczniecie
od jutra. Codziennie wyszorujecie podłogę i ławki w moim gabinecie.
Nie obchodzi mnie jak się podzielicie obowiązkami. I nie używacie żadnych różdżek. Jutro po skończonych lekcjach widzę Was u siebie.
-Ja nie będę nic czyścił.- oburzył sie Draco.
-Ja też nie!- krzyknęłam.
-Ależ będziecie robić to co Wam każę. Właśnie o taki efekt mi chodziło. Przecież kara nie ma być dla was przyjemnością.
Westchnęłam. Przecież ja nigdy nic nie sprzątałam, od tego były sprzątaczki. To czego chciała ode mnie ta kobieta było poniżej mojej godności.
-A tera żegnam Was.- powiedziała Ugly.
Spojrzałam na nią z pogarda po czym wyszłam z lochu. Draco również wyszedł.
Szliśmy przez korytarz prowadzący do Pokoju Wspólnego Slytherinu.
-Sprzątać powinny szlamy.- powiedział Draco.
-Zgadzam się z Tobą. Cały tydzień...
-Chyba nie zamierzasz tam iść?
-Oczywiście, że nie.- odpowiedziałam natychmiast. Skoro on nie idzie to ja nie będę sama zasuwać ze ścierą w lochu Ugly. Co to to nie.
Stanęliśmy przed ciemną, wiecznie podmokła ścianą- przejściem do pokoju wspólnego.
-Czysta Krew.
Ściana drgnęła i utworzyło się w niej coś w rodzaju dziury przez,która przeszliśmy. Znaleźliśmy się w PW. W środku było pełno uczniów z siódmego roku. Kiedy nas zobaczyli rozległ sie głośny okrzyk:
-DRAAACO!
Niektóre dziewczyny, tak zwane fanki Dracona zaczęły piszczeć, chłopcy też byli wyraźnie zadowoleni. Parkinson rzuciła się blondynowi na szyję, ale ten natychmiast ją odepchnął.
Podbiegli do Zabini, Crabbe i Goley.
-Stary, kiedy wróciłeś?- krzyknął pierwszy.
-Wczoraj.- odpowiedział zdawkowo.
Wtedy poczułam na swoim ramieniu uścisk dłoni. Obróciłam się. Za mną stała Elly.
-Co jest?- zapytałam.
-Idziesz ze mną.- powiedziała Elly.
-Ale...- próbowałam ją powstrzymać. Nie dała mi jednak dokończyć.
Pociągnęła mnie za rękę nie tłumacząc nawet o co chodzi.
CDN

Uff... Troszkę się zmęczyłam. I co, nie poczytaliście sobie listu ;)??
NOWA NOTKA POWINNA BYć W PRYSZłą SOBOTę.
komentarze [58]

Heeej! >> czwartek, 6 grudnia 2007 11:08:20
Cześć. Dzisiaj mikołajki, dlatego też postanowiłam napisać nowa notkę.
Niestety nie jest ona długa. Dlaczego? Dlatego, że sporo czasu zajęło mi
zrobienie szablonu. Podoba Wam się? Póki co nie zamierzam go zmieniać.
No i dzisiaj przekroczę dziesiątkę, bo to już jedenasty rozdział opowiadania.
Myślę, że ucieszycie się z jednego faktu. Oczywiście nie zamierzam Wam teraz powiedzieć z jakiego :)

Ogłoszenie!: Wszyscy, któryz pragną być informowani o nowych notkach proszeni są o wpis do księgi gości (podręcznik)..


Dzięki za głos :)

XI- "Pokusa."
Był niedzielny poranek. Nie musiałam nigdzie się śpieszyć.
Wylegiwałam sie w w łóżku oddając się w całości rozmyśleniom na temat mojego dotychczasowego życia. Dostrzegałam w sobie
pewne niedociągnięcia, ale czyż nie każdy człowiek ma na swym kącie pewną rysę? Ja jednak lubiłam siebie taką jaką byłam, a przecież to ile razy zadałam komuś ból, ile razy mówiono iż jestem osobą bez serca? Nie jestem w stanie teraz tego policzyć.
Nagle ktoś zapukał w drzwi. Przez chwile nie odpowiadałam, ale stukanie
stawało się z każdą chwilą coraz bardziej nachalne. Tego było już za wiele. Zerwałam się z łózka i z impetem otworzyłam drzwi.
-Co do cholery?- wrzasnęłam.
Za drzwiami z uśmiechem na twarzy stał wczoraj poznany przeze mnie wysoki chłopak- Bruno Miller.
Szczególnie ten uśmieszek mnie irytował. Zatrzasnęłam chłopakowi drzwi przed nosem rzucając na nie zaklęcie zamykające.
-Otwórz.-powiedział z lekkim poddenerwowaniem w głosie.
-Wynoś się.- syknęłam.
-Nie wygłupiaj się, przecież nic ci nie zrobię. Wpuść mnie, porozmawiamy.
-Człowieku! Ja Cię nawet nie znam. Co Ty sobie myślisz?
Odbiło Ci? O czym Ty niby chcesz rozmawiać, o pogodzie?
Chłopak zaczął walić w drzwi. Musiał być wybitnie głupi. Wystarczyło jedno proste zaklęcie, a drzwi stanęły by przed nim otworem, a on uparcie walił w nie pięściami. Miałam dość tych huków. Jeszcze raz otworzyłam drzwi tak aby uderzyły one z całej siły intruza. Bruno trzymał się za lewą skroń. Ja wykorzystałam słabość "przeciwnika" i pobiegłam w stronę dormitoriów chłopców. Zapukałam do drzwi pokoju Zabiniego.
Otworzył drzwi prawie natychmiast.
-To Ty się tak darłaś?
-Tak, to ja.- powiedziałam rozglądając się po pokoju. Był on mały, ściany wyglądały tak jakby miały się zaraz zawalić. W środku było tylko drewniane, łózko i dwa spore kufry. Usiałam na łóżku. Było twarde i niewygodne.
-A więc co cię do mnie sprowadza?
-Znasz jakiegoś Bruno Millera?
-Millera, tą ofermę?
Kiwnęłam głową. Popatrzył na mnie z lekkim zaskoczeniem.
-Przyjaciel Gryfonów...- powiedział.- Żadko kiedy jada przy stole Slytherinu.
Niewiele o nim wiem, bo nie zadaje się z takimi prostakami, ale...
A po co o niego pytasz?
-Stoi właśnie pod drzwiami mojego dormitorium i chce ze mną rozmawiać.
Wczoraj też mnie zaczepiał, ale nie był aż tak nachalny. To jakiś wariat.
Normalnie załatwiła bym go sama, ale boje się, że mnie poniesie.
-Poczekaj tu.- powiedział po czym wyszedł.
***
Słyszałam krzyki, wrzaski.Chciałam wiedzieć co oni tam robią, ale z drugiej strony nie miałam zamiaru nigdzie wychodzić. Postanowiłam więc czekać aż Blaise wróci.
Minęło kilka minut, a do pokoju wpadło kilku roześmianych Ślizgonów. Wśród nich był również Zabini.
-Załatwiony.- mruknął.
-Dzięki, to ja już pójdę.
-Radze trochę poczekać, trochę tam.. Jakby to powiedzieć...
-Nie ważne,dam sobie już jakoś radę.
Ruszyłam w stronę drzwi. Obróciłam się jeszcze.
-A czego on tak właściwie chciał?
-Porozmawiać.
Parsknęłam. Pobiegłam do swojego dormitorium. Po drodze widziałam rpotłuczone wazy, wazony. Tóż pod drzwiami zauważyłam również troszkę malutką kałużę krwi. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
Miałam nadzieję, że chociaż to coś nauczy tego natręta.
Nie chciałam jakoś teraz być sama. Zawsze otaczało mnie tak wiele osób, a
tym czasem proszę- powoli zamykałam się w sobie.
Taki tok myślenia był u mnie wywołany zapewne coraz lichszą nadzieją na to, że Draco kiedykolwiek wróci do Hogwartu. Nie było go już przecież ponad tydzień.
Zapragnęłam zobaczyć się z Ellaine, porozmawiać. Z lekkim uśmiechem na twarzy wkroczyłam do jej pokoju.
-Hej.
-Cześć Ell.
-Wiedziałam, że kiedyś przyjdziesz.-uśmiechnęła się dobrotliwie.
-Taka jestem przewidywalna?
-Raczej jesteś jedną wielką zagadka, po prostu miałam taką nadzieję.
Kto tak krzyczał na korytarzu?
-Ech, długa historia.-usiadłam na wygodnym krześle przy małym stoliczku. Ellaine siedziała na przeciwko mnie popijając kremowe piwo. Podsunęła mi druga butelkę.
-Jakiś chłopak mnie nachodzi.
-Jak to nachodzi?
Nie odpowiedziałam.Nastała chwila ciszy.
-Myślisz, że Draco wróci?- spytałam po chwili wbijając wzrok w butelkę.
-Na pewno. On i Azkaban?
-Tak wiem, ale nie wystarczy przecież powiedzieć, że nie pasujesz do Azkabanu. Jeśli udowodnią mu winę nic go nie uratuje.
-Zobaczysz, wszystko będzie dobrze.
-Mam nadzieję. wiesz, oni chcieli zabrać jeszcze mnie, ale jakoś się wywinęłam.
-Na prawdę?
-Przecież sobie tego nie wymyśliłam. Oni chyba myślą, że dzieci Śmierciożerców wiedzą o wszystkim co robią ich rodzice. Naiwniacy...
-Matka mówiła mi, że ministerstwo nie daje sobie rady ze Śmierciożercami.
chcą jak najszybciej dowieść, że jest z nich jeszcze jakiś pożytek.
-Coś im nie idzie.- stwierdziłam.
Elly uśmiechnęła się.
-Ach! Prawie bym zapomniała. Masz pozdrowienia od Lary i Allana. Są teraz gdzieś w Afryce.
-A my gnijemy w tym Hogwarcie... Chciałabym kiedyś pojechać do Afryki.
-W sumie ja też.
-Pojedziesz tam w podróż poślubną.- zaśmiała się Ell.
-Ja i małżeństwo?
-No chyba będziesz kiedyś musiała za kogoś wyjść, prawda?
-Niestety...
-Nie będzie tak źle. Musisz sobie tylko znaleźć kogoś odpowiedniego.
Nawet mam świetnego kandydata.
Posłałam przyjaciółce mordercze spojrzenie. Ta chwyciła się zaraz za usta
tak jakby niepostrzeżenie powiedziała trochę za dużo.
Wiedziałam dobrze o kogo jej chodzi. Przecież od miesięcy twierdziła iż ja i Draco bylibyśmy wręcz idealną parą. No, ale małżeństwo? To już była lekka przesada.

***
Było po dwudziestej trzeciej. Jóź od kilku godzin przy pomocy swoich przyjaciółek pisałam esej na Historie Magii. Musiałam jeszcze opisać swój sen dla Trelaway. Zupełnie mi nie szło. Dziewczyny też próbowały coś sklecić. Pomagałysmy sobie na wzajem. Elly, Sharpey i Roxy skończył wcześniej. Poszły zająć się "ważnymi sprawami". Teraz zostałam już tylko z Kate. Odłożyłam nagle pióro. Moja ręka wprost błagała o odpoczynek. W lewej dłoni trzymałam jeszcze to co udało mi się do tej pory napisać.
Zaczęłam czytać swoje wypracowanie. Byłam zmęczona, chciało mi się spać.
Przymknęłam na chwilę oczy. Zanim zdołałam je otworzyć przeniosłam się już w senną krainę marzeń.
***
Obudziłam się. Było kompletnie ciemno. Jedyna ze świec, której płomień
nie przestał jeszcze płonąc powoli dogasała. Obok mnie nie było już nikogo.Przystawiłam rękę do świecy aby sprawdzić która jest godzina. Wskazówki na moim zegarku wskazywały trzecią w nocy. Nagle usłyszałam jakieś szmery, skrzypienie podłogi. A więc jednak ktoś tu był. Chwyciłam za różdżkę.
-Lumos.
Różdżka oświetliła twarz, która od dawna tak bardzo chciałam zobaczyć.
Draco z lekkim zdziwieniem wpatrywał sie w moją różdżkę. Był bledszy niż zwykle.
-Co Ty tu robisz?- zapytał po chwili.
-Opisywałam swoje sny dla Trelaway i najwidoczniej musiałam zasnąć.
Blondyn usiadł obok mnie na skórzanej, ciemnej kanapie.
-Uniewinnili mnie.- powiedział po chwili.
-Wiem.- szepnęłam.- Co tak długo?
-Musiałem ponad tydzień czekać na wyniki procesu. Przez ten czas
mieszkałem w rezydencji zimowej.
Dopiero teraz zauważyłam, że obok Dracona stoi jakaś niewielka walizka.
Otworzył ja, w środku było kilka książek i dwa eliksiry. Po ich barwie
nie mogłam odczytać jakie mają zastosowanie, nie miały też żadnych etykietek.
Chłopak wyjął jedną z książek poszukał w niej czegoś. Po czym odłożył ją
z powrotem do kufra zatrzaskując jego wieko.
- Dobranoc Nicole.- chłopak wstał z kanapy i zniknął w ciemnym korytarzu
prowadzącym do sypialni chłopców. Siedziałam jeszcze chwilę w Pokoju Wspólnym. Nie było już sensu kończyć eseju. Wstałam. Wtedy na podłogę spadła jakaś kartka papieru. Podniosłam ją. Skierowałam różdżkę tak aby światło bijące z niej padało na kartkę.
Był to list. List zaadresowany do Dracona Malfoya. Pokusa była silnia.
CDN

Nowa notka najprawdopodobniej 16 grudnia. Pozdrawiam.
komentarze [40]

? >> sobota, 1 grudnia 2007 19:22:24
Witam. W dzisiejszej notce nie ma dedykacji i mówię wam, że
jak na moje zdanie jest już lepsza od poprzedniej aczkolwiek jeszcze całkiem nie wróciłam do formy :) Nie mam nawet pomysłu
na tytuł, a więc tytułu nie będzie. Ale wybrakowane, co?
No, ale trudno. Chcę jeszcze poinformowac o zmianie ksywki
zamiast Lady Black będę się teraz podpisywała M.I.A.
Są to pierwsze litery moich imion. niedługo będe miała ich już cztery ^^.
Mówię wam, że to wcale nie jest fajnie mieć tyle imion.
Ostatnio mam mało czasu. Szkoła, ksiązki, przyjaicółki, królik..
Już z tym ledwo, ledwo nadążam, a jeszcze blog... Ale staram się jak
mogę zeby tlyko wejśc do internetu. Nowa notka w okolicach 6 grudnia.
Na tym kończe swoje przemówienie.
PS.Tytuł będzie!!!
__________________________________________________________________
X- "Jeszcze będziesz przepraszać!"
Był piątek. Minął niecały tydzień od balu.
Wiadomość o aresztowaniu Dracona rozniosła się już po całych Hogwarcie. Opowiadali na ten temat niesamowite bzdury. Czasami nawet smieszyło mnie to jak ludzie prawdziwa historię zmieniali w pustą, bezuzyteczną plotkę, w której nie bło za knut prawdy.
Lekcje stawały się coraz bardziej męczące. Ciągnęły się w nieskończoność.
z utęsknieniem wyczekiwałam ostatniego dzwonka, który miał poinformować uczniów Hogwartu o przynajmniej dwóch dniach spokoju od nauki.
Ostatnia lekcja- Opieka nad magicznymi zwierzętami zdawała się trwać już całe wieki.
Tym razem Hagrid przyniósł nam do pokazania małe larwy błotoryjów.
Były to brązowo-zielone, brzydkie robaczki wielkości zaciśniętej pięści uzbrojone w ostre kły nie wiele mniejsze od nich samych.
-Te maleństwa są nadzwyczaj agresywne.- objaśnił nam olbrzym, kiedy to jeden błotoryj dobierał się do drugiego.-
Trzeba na nie uważać. Hodowałem kiedyś taką se malutką w domu.Rozrosła się okropnie i musiałem
ją wypuścić... A tego, może wiecie, czym żywią się te stworki?
Ręka Granger wystrzeliła w powietrze.
-Jedzą padlinę, a kiedy jej brak żywią się wszystkim co stanie na ich drodze.
-Znakomicie Hermiono. To bardzo tajemnicze zwierzęta. Czarodziejom
nie udało się zbadać dokładnie ich życia, nadal mają na ich temat niewiele informacji. Minie parę miesięcy,a zamienią się w naprawdę
wielkie i jeszcze bardziej niebezpieczne potworki.- spojżał na wielki zegarek, który nosił na owłosionej ręce.Był wielkości zegara na ścianę.- O cholibka, za chwilę koniec lekcjii.Idźcie już dzieciaki.
Ruszyłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie iść. Nie miałam ochoty na kolejne rozmowy o tym co wydarzyło się w dzień balu.
***
Usiadłam na ławce, pod wielką, stara wierzbą. Przypatrywałam się w milczeniu gromadce pierwszoroczniaków. Jeden z nich wyglądał zupełnie inaczej od wszystkich. Miał ciemne, lekko kręcone włosy. Z nienawiścią wpatrywał się w stadko innych maluchów. Dzieciaki biły go, wyśmiewały się. W końcu jeden z nich, dwa razy większy od normalnego chłopca w tym wieku pchnął go w rzekę. Mały chwycił jakiś kamyk i ze złością cisnął nim w stronę napastników. Chybił. Inne dzieci natychmiast zaczęły się śmiać. Wszyscy za bardzo hałasowali dlatego też wstałam i podeszłam do nich z wyciągnięta różdżką.
- Radze Wam stąd zmykać, bo inaczej nie wiem co Wam zrobię zawszone bachory!
Grupka chłopców uciekła. Został tylko ten najmniejszy, ciemnowłosy.
Nie miałam ochoty mu pomagać wstać. Nie pomagałam przecież prawie nikomu. Nieliczne "akty pomocy" w moim życiu były zazwyczaj przypadkowe. Usiadłam z powrotemna ławce. Z drugiej strony usiadł owy chłopak. Przeciekał wodą, a szata jego była podarta i zabłocona.
-Dziękuję.- powiedział z uśmiechem.
-Nie ma za co.
-Pani jest...- zaczął niepewnie.
-Uciekaj stąd mały. Nie myśl sobie, że zrobiłam to dla Ciebie. Po prostu
przeszkadzają mi takie przeklęte dzieciaki jak ty. No już, nie ma Cię tu.- warknęłam.
Pomimo tych słów na twarzy chłopca nadal widoczny był uśmiech, malowała się tez na niej wdzięczność. Nie nawiedziłam tego. Nie mogłam wprost znieść tego wielbiącego spojrzenia, które na każdym krok starało mi się dziękować za ten zacny uczynek.
Mały wstał i pomachał mi ręką po czym pobiegł w stronę boiska do Quidditcha.
***
W Hogwarcie była właśnie kolacja. Siedziałam przy stole Slytherinu jedząc
zwykłego tosta z masłem. Obok mnie siedziały naturalnie moje wszystkie "przyjaciółki". Cały czas coś szeptały między sobą.
Jedyną osoba, na która mogłam liczyć była Elly.
Ona w ciszy spożywała posiłek obok mnie za co byłam jej wdzięczna.
Skończyłyśmy jeść w tym samym czasie. Wstałyśmy od stołu. Wtedy
Ellaine odważyła sie coś powiedzieć.
-To co mówią o Malfoyu to prawda?
-Nie wszystko. Po prostu zabrali go na jakieś przesłuchanie, nic więcej.
-Ale on podobno miał zabić Albusa Dumbledorea!
-Nie wiadomo, czy rzeczywiście miał to zrobić, ale jeśli nawet to pomyśl,
czy jeśli rodzice, albo i sam Czarny Pan kazaliby Ci coś takiego zrobić sprzeciwiłabyś się im?Moi by mnie chyba zabili jeśli bym powiedziała choć słówko.
-Raczej by mi nic nie zrobili, w końcu oni nie są Śmierciożercami.
-No tak.
Elly chwilę wpatrywała się w końcówki swoich butów po czym szepnęła.
-Nie myśl o nim.
-O kim?- zapytałam.
-O Draco. Nie musisz udawać. Przecież widzę, co się ostatnio z tobą dzieje.
-Nic się nie dzieje.- zapewniłam ją.-Po prostu ostatnio boli mnie głowa.
-Pewnie...
-Nie chcesz to nie musisz mi wierzyć.
-Ja i tak wiem swoje.
-Proszę bardzo.
Byłyśmy już w lochach. Przedostałyśmy się do pokoju wspólnego Slytherinu.
Ell cały czas szła za mną. Skręciłyśmy właśnie w korytarz prowadzący do dormitoriów dziewczyn.
-Czy ta cała duma jest aż tak dla Ciebie ważna?Po co ta szopka z udawaniem?
-Zachowujesz sie jak szlama, Ellaine. Widocznie nie nauczyli Cię jak trzeba w życiu postępować.Oczekujesz ode mnie płaczu? Mam rozryczeć się jak małe dziecko? Po co? Czy to mi coś pomoże? Myślisz, że Malfoy
jest dla mnie aż tak ważny? Boli mnie po prostu głowa, jasne?- wrzeszczałam na nią.
-Jasne.- burknęła.
-A teraz wybacz, ale idę do siebie. Musze napisać esej dla Binnsa.
Kiwnęła głowa.
Weszłam do swojego dormitorium. Usiadłam za biurkiem. Wyjęłam z torby kartkę pergaminu i pióro.
Próbowałam wymyślić choć jedno zdanie, ale nic mi nie przychodziło do głowy.Cały czas miałam przed oczami twarz Dracona. Zdawałam sobie sprawę z tego, że prawie się pocałowaliśmy, a gdyby nie Ci z ministerstwa nie wiadomo co by się jeszcze stało.Z zamyśleń wyrwało mnie jakby jakieś stukanie w okno. Popatrzyłam w stronę, z której dochodził dźwięki.
Za oknem zobaczyłam dwie sowy. Wpuściłam je do środka.
Duża pstrokata sowa dumnie sfrunęła mi na prawą rękę. Druga czekała na parapecie.Odwiązałam list od nóżki pierwszego ptaka. Kiedy ten wyleciał.Rudawa, malutka sówka wleciała do środka. Wystawiła nóżkę, abym i od niej mogła "odebrać przesyłkę". Drugi list był już w mojej ręce. Ptaki odleciały, a ja zamknęłam za nimi okno.
Pierwszą sowę mogłabym rozpoznać nawet o północy. Był to ptak mojej matki. Popatrzyłam z nienawiścią na kopertę po czym cisnęłam nią w kominek.
Trawiony przez ogień papier prawie już zniknął.
Chwyciłam za kolejny list.
Był on od mojej kuzynki Lary, która rok temu skończyła Hogwart.
Wszyscy członkowie naszej rodziny zaraz po zakończeniu ostatniego roku w Hogwarcie żenili się lub wychodzili za mąż. Az bałam się myśleć
o małżeństwie. Nie mogłabym być dobrą żoną, nie nadawałam się do tego. A tymczasem koniec roku był bliżej niż dalej.
Lara wraz ze swym mężem Allanem podróżowali po świecie wykonując polecenia Czrnego Pana.Jeśli zaś nie mieli rozkazów od swego Lorda podróżowali dla swych własnych przyjemności.
W tej chwili znajdowali się w Afryce.
List był bardzo krótki. Kuzynka załączyła do niego zdjęcie, na którym stała na tle pięknego, zachodzącego słońca. W dali widać było żyrafy i słonie.
Miałam pozdrowić od niej matkę i Ellaine.
Nie wiedziałam co robić. Postanowiłam się po prostu przejść.
***
Było już dosyć późno. Wracałam ze spaceru nad jeziorem. Lubiłam to miejsce. Nocą było jeszcze piękniejsze niż zawsze. Czasem wpatrywałam się w malutkie fale wznoszone przez wiatr na powierzchni jeziora. Było tam spokojnie.Taka atmosfera sprzyjała rozmyśleniom.
Spojrzałam na zegarek, który miałam na ręce. Srebrna wskazówka wskazywała godzinę dwunastą w nocy.
Stwierdziłam, że lepiej będzie jak już wrócę do dormitorium.
Przebiegłam przez błonia. Jakoś nagle zachciało mi się spać.
W obawie iż zasnę na stojąco cały czas biegłam. Byłam już w pokoju wspólnym Slytherinu.
Dwa korytarze- jeden prowadzący do sypialni dziewcząt,
drugi do chłopców. Zatrzymałam się tam na chwilę. Słyszałam głosy Elly
i Zabiniego. Musieli być w jego pokoju.
-Ona go kocha, musisz mu to jakoś delikatnie powiedzieć.
-Wiem Elly, ale jak...
-Nie wiem, ważne żeby się nie dowiedziała, bo zginiemy oboje. Ty jeszcze nie wiesz co ona potrafi zrobić jak się wkurzy.
"Tak, tak. Bardzo interesujące. Dziewczyna, której ufałam, która uważałam za najlepsza przyjaciółkę, powierniczkę opowiada o moich sprawach sercowych Zabiniemu. No pięknie."
Nasłuchiwałam dalej.
-To dla ich wspólnego dobra. On tez się dziwnie zachowywał. Jak tylko wróci z tego ministerstwa musimy zacząć działać.
Miałam ochotę wpaść do dormitorium Zabiniego i pokazać im mój prawdziwy gniew. Jeśli Ellaine sądziła, że wie "co potrafię zrobić,kiedy się wkurzę" to była w błędzie.
Jak ona mogła zdradzać moje sekrety najlepszemu koledze Malfoya?
Ona chciała chyba doprowadzić do mojej zagłady.
Wtedy poczułam na swym ramieniu cyjom chłodną dłoń. Wydałam z siebie zduszony okrzyk. Na początek myślałam, że to Draco, ale
kiedy obróciłam się zobaczyłam nieznajomego chłopca. Był gdzieś w moim wieku. Miał wyraźne rysy twarzy, krzaczaste brwi i sięgające ramion brązowe włosy. Jego piwne oczy były przesycone jakby nienawiścią. Twarz zdobił mu ohydny, wykrzywiony uśmiech. Na jego szacie widniał herb Slytherinu.
Było więc rzeczą dziwną iż nie widziałam go nigdy na oczy.
-Ładnie to tak podsłuchiwać?- zagadał.
-Nie Twój interes co ja robię po nocach.
-Powiedziałbym raczej, że mój.
Chciałam minąć go bez słowa, olać, potraktować jak ścianę, ale mocny uścisk jego ręki nie pozwolił mi na to.
-Zostaw mnie w spokoju idioto! Zupełnie nie wiem dlaczego masz czelność zaczepiać mnie o tej porze. Wydaje Ci się, że kim ty jesteś?
-Po prostu Bruno Miller.
-Nic mi to jakoś nie mówi. A teraz z łaski swojej puść mnie, bo nie mam zamiaru stać tu i czekać, aż powiesz wreszcie coś sensownego. Szczerze mówiąc nie chce niczego od ciebie słuchać.
-A powinnaś, Nicole.- znowu uśmiechnął się szkaradnie- Myślałem, że moje nazwisko Ci coś powie, ale jak widać odpowiednie informacje nie zostały Ci jeszcze dostarczone.
-O czym ty mówisz idioto?
-Jeszcze będziesz przepraszać za to co mówisz.- syknął.
Roześmiałam się.
-Chyba w twoich snach.
-Wierz mi, że nie spotykamy się po raz ostatni. Będzie czas, że widywać się będziemy i codziennie.
-Wątpię.
Teraz to on się zaśmiał.
-Nigdy wcześniej Cię nie widziałam.- powiedziałam po chwili milczenia.
-Nie mogłaś, dopiero od tego roku chodzę do Hogwartu.
-Owszem mogłam, od początku roku minęło sporo czasu..
-Widocznie nie było okazji.
-Nie ważne, jakoś nad tym faktem nie boleję. Ale teraz puść już moją rękę jeśli nie chcesz oberwać.
-Bardzo się boję.-parsknął. Jego uścisk zelżał na tyle, że zdołałam sie jakoś wyrwać.
-Do widzenia Nicole. Tylko pamiętaj, następnym razem...- zaczął.
-Następnego razu nie będzie Miller. Zamierzam Cię unikać. Nie zadaje sie z hołotą.
-Nazywasz mnie "hołotą"?-oburzył sie chłopak.
-Właśnie tak sie zachowujesz.
-Jestem arystokratą.
-Chyba we własnych imaginacjach.- parsknęłam.
Chłopak odszedł w stronę dormitoriów chłopców. Ja poszłam do siebie.
Przez chwilę zastanawiał się co miał na myśli twierdząc, że "odpowiednie informacje nie dotarły jeszcze do mnie". Rozmowa z Bruno Millerem
nie była zbyt miła aczkolwiek poprawiła mi lekko humor. Zakręciło mi się lekko w głowie. Bałam się, że to kolejna wizja, ale widocznie błam
aż tak zmęczona.
***
Spać położyłam się z lekkim uśmiechem na ustach.
Moje powieki stały się coraz cięższe.W końcu zamknęły się całkiem, a wtedy zasnęłam.
CDN
_____________________________________________________________________
Napisała: M.I.A.
komentarze [22]

IX- "Bal." >> sobota, 24 listopada 2007 21:00:43
Witajcie. Zmieniłam szablon. nie wiem tlyko, cyz kolorczcionki jest
odpowiedni, bo ja próbując coś przeczytać mam jakieś utrudnienia.
Nie wiem jak z Wami? Prosze o wypowiedzenie się w tej sprawie.
dodaję notkę,ale od razu uprzedzam, że się strasznie dziwnie i źle czuje. dsłownie jakbym była aopętana, a co za tym idzie notka nie jest najlepsza.
Starałam się jak mogłam...
Pozdrawiam wszystkich.
_____________________________________________________________________
Dla Cyzi,
dla Draco-in-love,
dla Panny A.,
dla Losy-doroslej-hermiony,
Dla Wszystkich, wszystkich, którzy czytają notki!!!
_____________________________________________________________________
IX- "Bal"
Była sobota. Dzień oczekiwany przez większość uczniów Hogwartu.
Do rozpoczęcia balu zimowego została już tylko godzina.
Ubrana byłam już w swoją przepiękną suknię.Na nogach miałam srebrne
baleriny, które świetnie komponowały się z resztą, a przy tym były bardzo wygodne. Nie przesadzałam z makijażem. Postawiłam raczej na
naturalność i dyskretność. Miałam wyglądać jak prawdziwa dama.
Usta podkreśliłam jedynie bezbarwnym błyszczykiem, a rzęsy
delikatnie pomalowałam mascarą.Kłopot stanowiła jedynie fryzura.
Od kilku godzin nie mogłam sobie żadnej wybrać. Ellaine, która
miała mnie uczesać co chwilę pokazywała mi różne fryzury w czasopismach,ale
jak dotąd nic mi się nie spodobało.
-Może coś podobnego jak miała Granger na balu, na czwartym roku?
-Nie chcę się upodabniać do tej szlamy.
-Trochę to zmienię.
-No dobrze, ale jeśli będzie coś nie tak to Cię chyba zabiję.
-Spokojnie, będzie dobrze.
Ellaine na początku podkręciła mi lekko włosy. Później upięła je
w luźny kok. Całość wydawała się być niezmiernie misterna.
-I jak?
-ślicznie.- uśmiechnęłam się.
-Posypie ci te włosy brokatem.
-żebym się cała świeciła?
-No.
-Coś ty,to będzie wyglądało tandetnie.
-Jak chcesz.
-No, a jak wyglądam?
-Bosko. Ten Twój blondyn jak cię zobaczy to padnie z wrażenia.
-Nie sądzę.
-To była przenośnia.
-No dobrze. Jak myślisz, założyć kolczyki?
-Załóż może te długie?
Podbiegłam do kuferka i wyciągnęłam z niego srebrne, wiszące kolczyki.
Założyłam je.

Było już po dziewiętnastej. Właśnie zaczynał się bal.
Elly już dawno była w Wielkiej Sali,a tym czasem ja
samotnie czekałam na Dracona.
Popsikałam się perfumami. Lubiłam ich słodką, a zarazem
tak uwodzicielską woń.Odstawiłam flakonik.
Postanowiłam, że poczekam na Malfoya w pokoju wspólnym.
***
Dochodziła już ósma. Cały czasy wypatrywałam swojego partnera.
Wpatrzyłam się w ciemną ścianę, z której jak się spodziewałam
miał wyjść Draco. Ku mojemu zaskoczeniu wyłonił się ze swojego dormitorium.
Ubrany był w ciemny garnitur. Wyglądał za razem elegancko jak i zadziornie.
Podszedł do mnie i podał mi rękę, abym mogła wstać. Obdarzyłam go uśmiechem.
-Myślałam, że coś załatwiasz, a tym czasem ty stroisz się w swoim dormitorium.
-Wiesz, wróciłem trochę wcześniej.
Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy.
-Pięknie wyglądasz.
-Dzięki.- uśmiechnęłam się ponownie.
-To co, idziemy ?
-Tak.
***
Drzwi do Wielkiej Sali były przed nami. Draco pociągnął za klamkę. Weszliśmy do środka.
Wszyscy na nas patrzyli. Rozstąpili się robiąc nam przejście na sam środek wielkiej sali.
Były też osoby, którym na nasz widok wprost opadła szczeka. Do nich właśnie należała Parkinson.
Przez chwilę stała w miejscu po czym zapłakana wybiegła z sali.
Wielka Sala zmieniła się nie do poznania
Jej sufit, podłoga i ściany wyglądały jakby były skute lodem. Nie było jednak zimno, czy ślisko.
to musiały być czary. Cała sala przypominała jedno wielkie lodowisko. Z góry zwieszały się girlandy sopli.
Co jakiś czas z sufitu leciały płatki sztucznego śniegu.
4 wielkie stoły poszczególnych domów zostały zamienione na mniejsze, rzeźbione czteroosobowe stoliki.
I tym razem Hogwart odwiedziły Fatalne Jędze.
Draco objął mnie w talii. Zaczęliśmy tańczyć.
Po raz kolejny przekonałam się, że jest świetnym tancerzem.
Ja też umiałam dobrze tańczyć. słyszałam pełne podziwu szepty,kiedy to wprost "rządziliśmy parkietem".
Po kilku takich tańcach byłam już lekko zmęczona.
-Może usiądziemy?- zapytałam.
-A co, zmęczyłaś się już?- odparł Draco.
-Trochę.
Ruszyliśmy w stronę stolika przy którym siedzieli Elly i Blaise.
Usiedliśmy na przeciwko nich.
-Przepięknie wyglądasz Nicole.- pochwalił mnie Zabini.
-Masz szczęście, mi tak nie powiedział.- beznamiętnie odparła Elly.
-Zatańczysz Nicole?
-Masz swoją dziewczynę Blaise.- interweniował Draco.
-No Draco, tylko raz.
-Jestem zmęczona.
Nastała chwila ciszy. Przerwała ją Ell, która zaczęła namawiać
Zabiniego, żeby poszedł z nią jeszcze raz zatańczyć.
Po kilkunastu minutach Blaise dał się jej przekonać.
-To my idziemy. Uśmiechnęła się Ellaine.
Żadne z nas nie odpowiedziało.
Po chwili zostaliśmy otoczeni przez fanki Dracona, które wprost błagały go o choć jeden taniec.
Ledwo blondyn zdążył je spławić, a podeszło do nas kilku chłopców zapraszając mnie do wspólnego tańca.
-Masz ochotę na spacer?- spytał Draco.
-Tak, gorąco tutaj.
Wyminęliśmy chłopców i ruszyliśmy ku wyjściu z wielkiej sali.
***
Korytarze były puste. Niezmiernie szybko zajęło nam przedostanie się na błonia Hogwaru.
Nie trzeba było się przepychać, czekać. Można było iść swoim własnym tempem, jak tylko się chciało.
Kiedy byliśmy już na błoniach Draco zaciągnął mnie w miejsce, gdzie rozmawialiśmy przed feriami.
Usiedliśmy na ławce.
ciemne niebo było rozświetlone tysiącami małych,połyskujących gwiazdek, które skupiły się w okół księżyca.
widok bł na prawdę piękny.
-Powiesz mi?- przerwałam chwilowa ciszę.
-O czym?
-Gzie byłeś przed balem?
-Mówiłem ci, żebyś sie nie mieszała.
Postanowiłam nie poruszać więcej tego tematu. Zaczęłam nerwowo bawić się lewym kolczykiem.
W którymś momencie mi wypadł. Schyliłam się, aby go podnieść i wtedy coś uderzyło w moja głowę.
To był Dracon, który chciał widocznie pomóc mi w poszukiwaniach kolczyka.
Zetknięci czołami patrzyliśmy przez chwilę na siebie. Jego spojrzenie wydawało się być teraz tak głębokie.
Rozchyliłam lekko usta. On zbliżył się jeszcze bardziej.
-Tam jest!-usłyszeliśmy nagle głosy zza górki po prawej stronie.
Dwie ciemne sylwetki ludzi biegły ku nam. Były to z pewnością osoby dorosłe.
-Jak myślisz, o co im chodzi?- zapytałam Draco.
Tleniony nie odpowiedział. Wpatrywał się teraz w coraz to zbliżające się sylwetki dwóch mężczyzn.
Teraz byli już tak blisko, że bez trudu moglibyśmy usłyszeć ich każdy szept.
-Pan Malfoy, zgadza się?- zapytał wysoki, troszkę przygruby brunet.
-Tak.
Jeden z mężczyzn uniósł różdżkę i na rekach chłopaka pojawiło się coś w rodzaju kajdanek.
-Ale co..?- zdołałam tylko powiedzieć.
Draco teraz nie odrywał ode mnie wzroku.
-Pan Malfoy zostaje zatrzymany. Będzie on przesłuchany w sprawie morderstwa Albusa Dumbledore'a.
Dalej nie słuchałam. Popatrzyłam pytająco na Dracona, a on tylko kiwnął głową.
Drugi z mężczyzn, pucułowaty, niski blondyn podnieconym i dość głośnym szeptem powiedział do towarzysza:
-Fred, to młoda McCassy. może ją tez zabierzemy? Ona może coś wiedzieć,przecież..
-Uspokój się Tom, mamy tylko zabrać chłopaka, o niej nie było mowy.
-I tak bym nigdzie nie poszła.- powiedziałam chłodno.
Nie rozumiałam zachowania Dracona. Na jego miejscu już dawno bym zwiewała, a tym czasem on stał sobie
spokojnie i patrzył na mnie jak zahipnotyzowany.
-Idziemy Tom.
-Jak chcesz Fred, ale ona tez pójdzie z nami.- wyjął różdżkę i za sprawą kolejnego zaklęcia
na moich rękach spoczywały srebrne, połyskujące w ciemności kajdanki.
Byłam w tej sprawie bezsilna. Mężczyźni kazali nam iść ze sobą. kiedy udało mi sie
przejść blisko Malfoya szepnęłam do niego:
-O co chodzi?
-Cicho bądź.
-Jak mam być cicho,kiedy oni mnie chcą aresztować?
-Nie wiem, ale bądź cicho.
-Panowie!-podniosłam głos.- żądam wyjaśnień w sprawie mojego zatrzymania. Śmiem wątpić iż
mają panowie jakikolwiek nakaz zatrzymania mnie, lub pana Malfoya.
-Ona ma racje tom, musimy ją wypuścić.
-Ale..
-Bez gadania, będziemy mieć przez to kłopoty.
-Alequio!
Popatrzyłam na swoje ręce. Nie było już na nich kajdanek.
-A Malofy?
-On idzie z nami.- mężczyzna pomachał mi przed nosem pozółkłym pergaminem.
-Do zobaczenia Draco.-powiedziałam.
-Nie byłbym taki pewny, czy młody pan Malfoy...- zaczął Tom.
-Zamknij się.- warknęłam na niego.
-Ona nas obraziła!
-Będę robiła co mi się podoba. Zaskarżę Was! Jak mój ojciec się dowie...
-Pragnę panience przypomnieć iż jej ojciec znajduje się teraz w Azkabanie.
-Panowie z ministerstwa?- zapytał w końcu Dracon.
-Tak.
-Mogę zobaczyć nakaz?
Czarnowłosy mężczyzna wręczył mu ten sam pożółkły pergamin.
Draco zaczął czytać.W którymś momencie parsknął.
-Zeznania Pottera. Pieprzony idiota.
-Pa Draco.
Popatrzyłam na niego z rezygnacją po czym obróciłam się i odeszłam w drógą stronę.
_____________________________________________________________________
Troszkę pozmieniałam końcówkę notki... No dobrze, idę was wszystkich powiadomić.
komentarze [46]

VIII- "O ile wiesz więcej?" >> poniedziałek, 19 listopada 2007 09:52:15
Witam. Dzisiaj nie mam nic do powiedzenia.
Tyle tylko, że nie mam dzisiaj za dobrego humoru...
Tia... tylko, że to nie blog o mnie. No nic, dodaję VIII część.
Dedykacja: Dla wszystkich, którzy skomentowali poprzednią notkę.
__________________________________________________________________
VIII-" O ile wiesz więcej?".
Blondyn bez słowa wszedł do mojego pokoju. Kroczył z całą
charakterystyczna duma Malfoyow. Rozejrzał sie po moim dormitorium po czym upatrzył
sobie krzesło. Usiadł na nim.
-No chyba nie przyszedłeś tu, żeby sobie usiąść?
-Chciałem dokładnie ustalić godzinę i miejsce naszego spotkania
przed balem. Pasuje ci pokój wspólny o 20.00?
-Chcesz się spóźnić całą godzinę?
-Muszę coś przedtem załatwić.
Tajemnica, tajemnice. To wszystko mnie przerastało. Czy
wszyscy ludzie w okół mnie musieli coś ukrywać?
Miałam ochotę krzyczeć na Dracona, ale jakaś siła nie
pozwalała mi tego zrobić. Wobec tego przyglądałam mu sie
tylko z uwagą.
-Nie licz na to, że Ci powiem o co chodzi.
-Dlaczego?
-Są rzeczy, w które nie powinnaś się mieszać.
-Musisz mówić zagadkami?
-Nie. Pasuje ci ta godzina, czy nie?
-Pasuje.- burknęłam.
Draco wstał i ruszył w stronę drzwi.
"Teraz, albo nigdy"- pomyślałam.
Za chłopakiem zamknęły się już drzwi.Pobiegłam za nim.
Szedł przez korytaż.
-Draco, poczekaj!- wrzasnęłam.
Odwrócił się w moją stronę, podszedł powoli.
-Powiedz mi chociaż jedno.
Skinął głowa.
-Ale nie tutaj, dobrze?
Weszliśmy z powrotem do mojego dormitorium.
***
-Całkiem nie dawno powiedziałeś, że wiesz coś o takim życiu jakie toczę ja...
O ile wiesz więcej?
-To zależy.
-Powiedz mi dlaczego mam nie wracać do domu przed wakacjami? co takiego wydarzy się
w Hogwracie?
-Nie wiem. -odparł spokojnie.
-Dobrze wiesz.
- Posłuchaj. To sprawa między Tobą, a Twoją matką. Ja nie mogę, nie powinienem Ci nic mówić i tego też nie zrobię.
-Tylko, że moja matka ciągle twierdzi, że
jestem za młoda. Dlaczego ty wszystko wiesz, a ja nie?
Draco zbliżył się do mnie z lekkim uśmiechem na twarzy.
-A więc to Cię boli,co McCassy?
Spojżałam w jego oczy. Przyglądał mi sie. Śledziły każdy ruch.
-Wynoś się.- szepnęłam. Nie mogłam krzyczeć.
-Nie rozkazuj mi.
-Proszę.- szepnęłam.
Draco z triumfalnym uśmiechem wyszedł z mojego pokoju. Czy dało się kochać i nienawidzić naraz? Nie. Jamu po prostu zazdrościłam. Jakim prawem on wiedział więcej ode mnie?
Resztę dnia spędziłam w dormitorium. Próbowałam rozgryźć swoją wizję.
***
Następnego dnia ostatnią lekcją była Obrona prze czarna magią.
miała ja poprowadzić ta nowa nauczycielka. Nie wiedziałm jak
mogłam nie zauważyć braku tych lekcji od początku roku.
Szłam korytarzem do pomieszczenia, gdzie zwykle odbywała się Obrona prze Czarna magią.
Byłam już grubo spóźniona.
-Dzień dobry.- powiedziałam rozglądając się po sali.
-Witamy panno... McCassy, tak?
-Tak.
-Na dobry początek Slytherin traci 5 punktów..
Teraz proszę usiąść na swoje miejsce.
Usiadłam obok Ellaine.
-Jaka ona jest?- szepnęłam.
-Szczerze?
-Tak.
-Okropna. Wątpię, czy w ogóle wiem co to zaklęcia niewybaczalne.
Zachichotałam.
-A może panna Hamilton odpowie na moje pytanie.
-Raczej nie.- uśmiechnęła się do niej Elly.
Wszyscy Ślizgoni zaczęli się śmiać. Ku mojemu zdziwieniu nawet na twarzach Gryffonów pojawiły się uśmieszki.
-Przykro mi. Za taką arogancję zmuszona będę dać pani szlaban.- westchnęła.- Zostanie pani po lekcji.
A teraz proszę mi powiedzieć jakie znacie zaklęcia niewybaczalne?
-Chyba jednak wie.- szepnęłam do przyjaciółki.
Ręka Hermiony Granger natychmiast "pofrunęła" do góry.
-Crucciatus, Imperius i Avada Kedavra.
-Bardzo dobrze panno Granger, 10 punktów dla Gryffindoru.
Zaczęłam rozglądać się po sali.
Nic się tu nie zmieniło.Spojrzałam na ławkę przede mną, gdzie zwykle siedział Draco.
Tak, siedział na swoim miejscu szeptał coś do Zabiniego.
Z ulga powitałam koniec lekcji. Usiadłam na ławce, która znajdowała się na korytarzu. Chciałam dowiedzieć się od Ell jaką kare wymyśliła jej ta wstrętna baba.
Wtedy podszedł do mnie Weasley.
-T-t-t-yyyy...- zaczął się jąkać.- Ty pójdziesz ze mną na bal?
Usłyszałam śmiech. Tuż za Weasley'em szedł Draco.
-Ale masz adoratora.
-Zamknij się Malofy!- krzyknął do niego Weasley.
Draco nic sobie z tego nie robił. Usiadł koło mnie na ławce.
-Tak się składa, Weasley, że ona idzie ze mną.
-Cccoo?- wybałuszył oczy.
-Słyszałeś.- powiedziałam.
Wtedy otworzyły się drzwi gabinetu Esmeraldy Ugly. Po minie Elly zobaczyłam,że jest wściekła.
-Wiesz jak ona mnie urządziła?!?- zaczęła. Jej wzrok pał na Dracona.- Ech, nie przeszkadzajcie sobie. Tak wam zazdroszczę, że skończyliście już zajęcia. Mnie czeka jeszcze numerologia. Lecę.
Ruszyła w drugą stronę.
Weasley gdzieś wyparował.
-Draco?
-Tak?
-Co jest w zakazanym lesie?- zapytałam cały czas myśląc o swojej wizji.
-Drzewa, różne zwierzęta, grzyby...
-Dobrze wiesz,że nie o to mi chodzi.Chodzi mi o jaskinię. co w niej jest?
-Skąd wiesz o jaskini?- Draco prawie podskoczył.
-Nie ważne. Nie musisz mówić. Wiem już przynajmniej, że dowiem się sama
i, że ta jaskinia istnieje.
Próbowałam wstać, ale tleniony pociągnął mnie za rękę.
-Nie pójdziesz tam, prawda?
-Nie. Nie teraz.
-Obiecaj mi,że nie pójdziesz tam w ogóle.
-Dlaczego?
-Obiecaj.
-Zawsze dostajesz tego czego chcesz?
-Zawsze.
-To bedzie ten pierwszy raz...-zaczęłam.
-Uwierz mi, nic tam nie znajdziesz.
-To dlaczego nie chcesz żebym tam poszła?
-Bo to nie twoja sprawa. Jóź ci mówiłem żebyś się nie mieszała.
-Zastanowię się.- uśmiechnęłam sie triumfalnie.
Czułam, że właśnie tam znajdę odpowiedzi na wszystkie moje pytania.
Dracon zwolnił trochę uścisk. Udało mi się jakoś wywinąć.
Zaczęłam biec przed siebie.
***
Draco pobiegł za mną.
-Jesteś dziecinna.
-Dlaczego?
-Po co uciekasz?- odpowiedział mi pytaniem.
-A po co za mną biegniesz?
-Te dziewczyny.
-Phi!Dziewczyny?
-Tak.
Dobiegłam do pokoju wspólnego. Później bez słowa skręciłam w stronę dormitoriów dziewczyn.
Dracon został w PW.



Which HP Kid Are You?

___________________________________________________________________
"Dzisiaj mnie kochasz- jutro nienawidzisz,
Dzisiaj mnie pragniesz- jutro się wstydzisz..."

komentarze [51]

VII-"Powrót do Hogwartu." >> czwartek, 15 listopada 2007 10:16:40
Witajcie. Dziękuję bardzo za tak dużą ilość komentarzy pod poprzednią
notką. Na prawdę nie spodziewałam się, że kiedykolwiek dostanę ich
aż 48. Cały tydzień pisałam ta notkę. Trzy razy zniknął mi cały tekst
i musiałam pisać wszystko od nowa. Nie mówię, że jest to rewelacyjna notka, bo mówiąc szczerze starałam się napisać ją w nie całą godzinę,a zwykle zajmuje mi to o wiele więcej czasu. Pisałam więc to co mi tylko przyszło do głowy. Mam jednak pewną nadzieję, że choć w malutkim, malutkim stopniu Wam się spodoba.
_________________________________________________________________
Dedykacja: Dla Losy-doroslej-hermiony.mylog.pl
za pomoc przy notce. Dla Miss-malfoy.mylog.pl za to, że trzymała za mnie kciuki (wiesz o co chodzi :D ). Dla Narcyza-malfoy.mylog.pl Za dobre rady i za to, że wspaniale rozmawia mi się z nią na gg :*. Dla Draco-in-love.mylog.pl Za wspaniałe notki, za to, że jak widzę jest stałą czytelniczką bloga, za to, że mówi to co myśli , za odpowiadanie na moje głupie pytania i znoszenie moich komentarzy. Dla Tajemny-pamietniczek.mylog.pl
Za pomoc przy nazwisku jednej z bohaterek opowiadania.
Dla chłopców z mojej klasy, którzy wymyślili "Esię" i podsunęli mi pewien pomysł co do tej notki. :*:*:* Pozdrawiam!

________________________________________________________________________
VI- "Powrót do Hogwartu."
Stalowe oczy matki, tak podobne do moich przyglądały mi się z uwagą.
Nie można było z nich nic odczytać. Były puste i pozbawione wszelkich uczuć.
Nie znałam matki za dobrze. Więcej wiedziałam o rodzinie Hamiltonów niż o własnych rodzicach.
-Jutro wyjeżdżasz do Hogwartu?- zapytała już swoim zwykłym, suchym tonem.
-Tak.
Złapała się za głowę. Nie wyglądała za dobrze. Chyba się czegoś bała, ale
zgrabnie ukrywała swoje uczucia.O ile je posiadała.
- Ja... Ja nie mogę.-powiedziała.- Jutro się wszystkiego dowiesz.
Musze to przemyśleć.
W osłupieniu patrzyłam jak matka wychodzi z mojego pokoju. Jeszcze nigdy
nie zachowywała się tak jak teraz. Co mogło ją przestraszyć do tego stopnia żeby
traciła nad sobą panowanie? A może to Ci Śmierciożercy,których widziałam rano na balkonie.
Ból głowy stał się nie do wytrzymania. Tak jak stałam padłam na łózko.
Zasnęłam.
***
Rano obudziła mnie matka. Musiałam się pakować. Czułam, że
cokolwiek ma mi do powiedzenia nie będzie powiedziane wprost.
Za pewne będzie mówiła zagadkami.
"Przemyślenie czegoś" dla mojej matki oznaczało wyrzucenie z głowy
wszelkich bardzo istotnych informacji,które mogłaby mi przekazać.
W końcu byłam tylko jej jedynym dzieckiem, które nie zasługiwało
na chwilę uwagi, a co dopiero na jakiekolwiek zaufanie.
Zjadłam już śniadanie, a z ust mojej matki nie usłyszałam ani jednego słowa.
Zachowywała się tak jakby to co mówiła wczoraj nic nie znaczyło.
Podeszłam do drzwi. Za mną powłóczyło się dwóch olbrzymich
służących. Nieśli moje walizki.
-Odprowadzę Cię.- powiedziała matka.
-Nie trzeba.
Matka jednak ubrała płaszcz i buty. Po chwili oby dwie stałyśmy już na
dworcu King's Cross.Popatrzyłam na matkę- stała w miejscu.
-Tutaj Cię zostawię.
skinęłam głową.
-Posłuchaj.-powiedziała patrząc mi w oczy.-
Ten rok może być dla ciebie ciężki, ale
bez względu na wszystko nie wracaj do domu do wakacji. Może się
tak zdarzyć, a za pewne się zdarzy, że sama nie będziesz chciała
tu wracać. Jednak nie możesz się pojawiać w domu przed wakacjami.
-Słucham?- wytrzeszczyłam oczy. W głowie huczały mi słowa matki.
Odwróciła się do mnie plecami.
-Nie wracaj do domu.
-Mamo!- pobiegłam za nią.- Ale najbliższe dni wolne to wakacje.
-Wszystko się może zdarzyć. Do zobaczenia Nicole.
Po chwili matka zniknęła w tłumie idących ludzi. Rozejrzałam się, czy nikt z mugoli
na mnie nie patrzy. Stwierdziłam,że nie. Przeszłam przez barierkę. Stałam
na peronie 9 i 3/4.
***
Moja matka coś wiedziała i tylko tego byłam pewna.
Teraz,kiedy nie było już Dumbledore'a szkoła nie była już tak bezpiecznym miejscem jak kiedyś.
Jeśli to miało związek ze Śmierciożercami moja jedyną nadzieją był Draco.
On chyba lepiej orientował się w tym wszystkim niż ja.
Z zamyślenia wyrwały mnie przyjaciółki, które
wprost jak stado bawołów biegły w moją stronę. Otoczyły mnie ze wszystkich stron.
Zaczęły zadawać pytania:
-Masz już sukienkę?- pytała Scarlett.
-Mam.
-Och! Musi być piękna.- krzyknęła Roxana.
-Jest piękna.
-Idziesz z Malfoyem, prawda?- zapiszczała Miranda.
-Tak.
-Nicole, a...
-Patrzcie ekspres już jedzie. Trzeba zająć jakieś dobre miejsca.- zdążyłam w porę im przerwać.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy zobaczyłam,że zmierzają w stronę torów. Wszystkiego
czego teraz potrzebowałam były dodatkowe pytania. Sama miałam ich za wiele.
Weszłam do pociągu. Kierowałam się za Elly.
-No dobrze to, do którego przedziału idziemy?- zapytała Sharpey.
-Do tego co zawsze.- odpowiedziałam.
Szłam na przedzie. Uchyliłam drzwi. W środku siedzieli już chłopcy. Pośród
nich zauważyłam też Dracona. Przywitałam się z nim,po czym
usiadłam na przeciwko Draco. Za chwilę przyszły
również moje przyjaciółki. Obok mnie usiadły Elly i Karen.
-Ja idę z Alexem Blue.-szepnęła mi na ucho Karen.
-Super.-powiedziałam bez entuzjazmu.
***
Wszystkie miejsca były już zajęte. Drzwi przedziału ponownie się otworzyły.
Do środka władowała się Parkinson. Kiedy ją zobaczyłam krew
zaczęła mi szybciej krążyć. Wstałam, a Elly i Karen zrobiły to samo.
-Siedźcie.- powiedziałam.- Sama sobie poradzę.
Dziewczyny posłusznie usiadły. Wszyscy przyglądali się mojej "akcji".
Podeszłam do drzwi.
-A pani czego tutaj szuka?- zapytałam.
-No przecież... No ja przyszłam usiąść.
Parsknęłam śmiechem.
-Chyba pomyliłaś przedziały Parkinson. A z resztą.- obejrzałam się za siebie.-
nie ma już miejsc.
Popatrzyłam na nią zarazem z wyższością jak i z politowaniem.
-Ale ja... Ja muszę porozmawiać z Dracusiem.Przecież on musi...
-że niby co Parkinson?- obok mnie stanął Draco.- Ja nic nie muszę, a tym bardzie jeśli chodzi o ciebie.
-Ależ Dracuciu, a z kim pójdziesz na bal? Może ze mną?
-Nawet gdybym nie miał z kim iść nie poszedłbym z tobą.
-Ale... Dracusiu, z kim Ty idziesz?
-Będziesz miała niespodziankę na bal.-powiedział.- A teraz nie niepokój już ludzi na wysokim poziomie i wynoś się z tond.- zatrzasnął jej drzwi przed nosem.
-Ta głupia mopsica.- podsumował.
Ja i on usiedliśmy na swoich miejscach.
Reszta drogi upłynęła szybko na rozmowach z chłopakami i dziewczynami.
***
Było już ciemno, kiedy moim oczom ukazały się wierze Hogwartu.
Po chwili wszyscy zaczęli przepychać się do wyjścia.
Zamczysko o tej porze wyglądało bardzo tajemniczo. Weszłam do Sali Wejściowej
otoczona chichoczącymi koleżankami. Stamtąd udałam się natychmiast do lochów.
Poczułam ulgę, kiedy przeszłam przez ciemną, wilgotną ścianę- wejście do pokoju wspólnego Slytherinu.

Zaniosłam walizki do swojego dormitorium. miałam ochotę zostać już tam na zawsze, a przynajmniej na kilka dni. Wypowiedziałam
zaklęcie. Rzeczy z walizek zaczęły same się rozpakowywać. Chociaż przez jedną cudowną chwilę mogłam być sama.
Przymknęłam oczy. Rozbolała mnie głowa. Nagle moim oczom ukazał się zamglony obraz.
Biegłam w stronę zakazanego lasu.
To nie była już zima, na ziemi nie było śniegu.
Drogę oświetlał mi jedynie księżyc. Gwiazdy jakby zniknęły.
Upadłam. Byłam cała zapłakana.Słyszałam jakieś głosy.

W tym momencie wrócił do mnie obraz dormitorium, a głowa przestała boleć.
To była kolejna wizja. Chciałam się nad nią zastanowić, spróbować zrozumieć.
Wtedy rozległo się pukanie do drzwi.
Podeszłam do nich i uchyliłam je.
-A, to Ty Elly.
-No tak. Musisz się pospieszyć, bo zaraz...
-Ja nigdzie nie idę.-przerwałam jej.
-Jak to nie idziesz? Przecież teraz dowiemy się wreszcie czegoś konkretnego o balu.
No bo jedni mówią, że to będzie bal z uczniami
Durmstrangu, inni twierdzą, że to bal
samego Hogwartu, a jeszcze inni, że to po prostu kłamstwo.
Westchnęłam.
-No dobrze, pójdę. Tylko muszę się uczesać.
Sięgnęłam po szczotkę. Podczas rozczesywania włosów zastanawiałam się dlaczego w tej wizji płakałam.
miałam tyle pytań, ale nikt nie mógł mi na nie odpowiedzieć. Czy i ta wizja się sprawdzi?
Miałam nadzieję, że nie.
Wydawało mi się,że minęła dopiero minuta. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie.
Czesałam się już 30 minut. Zdecydowałam się zostawić włosy rozpuszczone.
Byłam już gotowa.
***
W pokoju wspólnym czekały na mnie Elly, Kate i Karen. Podbiegły do mnie.
-Taka jestem ciekawa co nam powie McGonagall.- zapiszczała Kate.
Nikt jej nie odpowiedział. Dalszą drogę do WS odbyłyśmy w milczeniu.
Kolacja rozpoczęła się już. Wszyscy patrzyli na nas.
Usiadłyśmy przy stole Slytherinu.Podszeł do mnie Slughorn.
- Nie ładnie panno Mc Cassy. Odejmuję punktów Slytherinowi.
Żeby tak się spóźniać na kolację.- pokręcił głową po czym odszedł gdzieś w drugą stronę.
Nic nie zjadłam.Nie byłam głodna. Czekałam tylko na przemówienie McGonagall.
Minęło już pół godziny, kiedy "pani dyrektor" wstała.
Wszystkie głosy ucichły.
- Witam Was po przerwie świątecznej. Mam nadzieję, że spędziliście święta miło, w gronie rodzinnym.
("Pewnie"-mruknęłam cicho.)
Zanim odejdziecie do swych dormitoriów, czy tez pokojów wspólnych pragnę Wam przedstawić nowego nauczyciela
obrony przed czarną magią. Oto profesor Esmeralda Ugly.
Z krzesła przy stole nauczycielskim podniosła się niska, pulchna kobieta. Nie była zbyt urodziwa.
Miała haczykowaty nos, na którym zaobserwowałam dużą ilość piegów i rude, długie włosy.
-To jakaś rodzina Weasleya?- usłyszałam głos Draco.
Połowa stołu Slytherinu ryknęła śmiechem. McGonagall posłała nam pełne krytyki spojrzenie.
-Dzień dobry. witam Was wszystkich moi kochani. Od jutra zaczynamy wspólna naukę.Myślę, że w ciągu tego roku i następnych lat zdążymy poznać się na tyle dobrze...- zaczęła
przemówienie nieco przesłodzonym głosem. Nie słuchałam jej dalej.
Wszyscy w koło zaczęli szeptać.
Ugly przerwała swoje przemówienie i z uśmiechem usiadła z powrotem na krześle.
-Dziękujemy, profesor Ugly. A teraz mam dla Was jeszcze jeden komunikat.
W tym roku wraz z rada nauczycielska zdecydowaliśmy iż powrócimy do jednego z niegdyś ważnych
zwyczajów tej szkoły. Otóż jeszcze za moich czasów w tej szkole w dwa tygodnie po przerwie
świątecznej odbywał się bal. Miał on służyć zjednoczeniu nas wszystkich, uczniów tej szkoły
po świętach. Jednak za czasów...- tu przerwała- Przez ostatnie lata nie kultywowano tego
zwyczaju. Jednak w tym roku po raz pierwszy od wielu lat, za dwa tygodnie Wielka Sala na nowo
zamieni się w Zimową Salę Balową jak to było, kiedy jeszcze ja uczęszczałam do Hogwartu.
Uczniowie siódmego, szóstego i piątego roku mają obowiązek przyjść na bal z osobą towarzyszącą.
Uczniowie młodszych klas niestety nie biorą udziału w balu, chyba że zostaną zaproszeni
przez starszych uczniów. Mam nadzieję, że wszyscy zrozumieli i nie będzie przykrych niespodzianek
w tym ważnym dniu. Teraz możecie już odejść.
Wszyscy oprócz mnie i paru innych osób z Slytherinu zaczęli bić brawo. Ja tylko wstałam i wróciłam do dormitorium rozmyślając.
A jednak i Draco nie był aż tak dobrze poinformowany o balu.
To wcale nie miał być bal z uczniami Durmstrangu.
***
Skończyłam czytać "Czarna magię dla zaawansowanych". Do pokoju znów ktoś zapukał.
"Pewnie Elly"- pomyślałam.
-Wejdź, Ell.
Drzwi uchyliły się,a moim oczom ukazała się blond czupryna Dracona Malfoya.
_____________________________________________________________________
No i to koniec notki. Pojawił się w niej Draco, tak...
Ostatnio,kiedy nie było go we własnej osobie w komentarzach
pisałyście, że " Brakuje mi Draco". Czy w takim przypadku chcecie, żeby pojawiał się w każdej notce?
_________________________________________________________________
[edit]
Nastąpiły pewne zmiany. Dziękuję za wskazanie mi błędów.
A z tymi minutami,ile się czesała Nicole to już poprawiłam.
Chyba po prostu zapomniałam o tym. Przepraszam za błędy. Poprawiłam ich jakąś część. Reszty nie dokończę. Boli mnie głowa
od robienia zadań z matmy. W końcu się wkurzyłam i jak to już mam w zwyczaju rzuciłam zeszytem o ścianę i zaczęłam wrzeszczeć. Teraz głowa mnie boli nawet od własnych wrzasków. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Lady Martina Black
komentarze [44]

VI- "Goście" >> piątek, 9 listopada 2007 15:35:36
Kolejna notka. Strasznie szybko doszłam do VI rozdziału.
Zastanawiam się, czy nie zrobic czegoś takiego, że będę
dodawała notki co sobotę. co o tym myślicie?
No cóż daję VI rozdział (za często używam "no cóż", prawda?) :p
_____________________________________________________________
VI- "Goście"
Obudziłam się bardzo późno jak na mnie. Była już godzina 12.
Nie pamiętałam nawet tego,że wczoraj wróciłam do łóżka. Próbowałam
przypomnieć sobie swój sen. Często robiłam tak po przebudzeniu.
Po chwili przypomniałam sobie scenę,w której Draco zaprosił mnie na bal.
Za dużo o nim myślę. Zaczął mi się już śnić!
Wskoczyłam w kapcie i poszłam do łazienki. W chwilę później,kiedy
z niej wyszłam pobiegłam do jadalni. Drzwi były zamknięte.
Słyszałam jakieś głosy. Jakby dwóch mężczyzn i dwóch kobiet.
Ciekawe kto to był? Mama często miała gości, nie przejęłam się tym
specjalnie.Pomyślałam, że wypadałoby zapukać. Zastukałam
trzykrotnie w drzwi.głosy ucichły. Później usłyszałam jakieś trzaski i
moja własna matka otworzyła mi drzwi.
-Dzień dobry.- powiedziałam rozglądając się po pokoju.
W środku zobaczyłam jedynie Narcyzę Malfoy.
Co ta bab ciągle robi w moim domu.
U siebie tez nie ma źle.-pomyślałam.
no, ale dobrze. To było nie ważne.
Ważne było, że moja matka ma przede mną kolejną tajemnice.
Nie odważyłabym się jej rozwiązać, nigdy się nie odważyłam.
-Jak ci się podobał wczorajszy bal, Nicole?- zapytała sucho matka.
-Bal?- szepnęłam.
Czyżby to była prawda? Moja matka nigdy nie kłamie.
Jak mogłam zapomnieć.chwileczkę, ja wcale nie zapomniałam. Dotarło
do mnie teraz wszystko co wydarzyło się wczoraj.
-Aaa, było wspaniale, dziękuje.- powiedziałam sięgając po kanapkę.
Przez małą chwilkę byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Czyli
jednak Draco zaprosił mnie na bal, nie zwariowałam.
Nagle przeszedł mnie dreszcz, zrobiło się zimno.
Na balkonie stały dwie zakapturzone postacie.
Z wzrostu i postury wywnioskowałam, że są mężczyznami.
-Mamo, kto to jest?- odważyłam się zapytać.
-Gdzie?
-Na balkonie.
Obróciłam się. Dalej stali tam mężczyźni.
-Nicole, wyjdź proszę.
-Słucham?
-Wyjdź.
-Ale, co...?
-Jeszcze nie czas. Dowiesz się, kiedy będziesz starsza.
Posłusznie wstałam z krzesła i skierowałam się w stronę drzwi.
Wszystko we mnie chodziło.
Ile muszę mieć lat żebym matka zaczęła mi ufać?
Jestem już przecież prawie dorosła, a ona traktuje mnie jak dziecko.
Wchodziłam po schodach. Po drodze potrąciłam jedną ze służących.
-Uważaj jak chodzisz łajzo.-warknęłam na nią.
***
Siedziałam na łóżku czytając "Czarną magię dla zaawansowanych".
Usłyszałam trzask. Ktoś próbował się tu aportować. Patrzyłam
jak w moim pokoju coraz wyraźniej widać moje trzy przyjaciółki- Elly,
Karen i Sharpey.
-Cześć Nicole.- podskoczyła Elly.
-Cześć dziewczyny. Co tu robicie?
-Można to nazwać odwiedzinami.- uśmiechnęła się Sharpey.
Cała trójka promieniała. Nie wiedziałam z czego są takie zadowolone.
-Czemu wy takie szczęśliwe?
-A Ty się nie cieszysz?
-Z czego?
-Draco zaprosił cię na bal!
-Tak, wiem. I co z tego?- burknęłam.
-No, wydaje mi się, że powinnaś się cieszyć.- popatrzyła na mnie Karen.
-O, przestańcie. Przecież to tylko chłopak.
-Ale jaki chłopak!- upierały się dziewczyny.
-Taki jak wszyscy, no może... A nie ważne.
Dobrze potrafiłam maskować to co czuję. Jeśli chodziło
o reputację była ona dla mnie najważniejsza. Przecież nie
mogę przyznać się dziewczynom, że się w kimś tak na prawdę
zakochałam, że po prostu wymiękłam. Wszystko musiało być
tak jak dawniej.
-To nie znaczy, że z nim chodzę.
-W poprzednich latach jeśli szłaś z kimś na bal...- zaczęła Karen.
-To bez znaczenia.- westchnęłam- Ale chyba nie chcecie tu
tak stać i wypytywać mnie o tlenionego?
Popatrzyły na mnie dziwnie.
-Tak, wiem, że ja też jestem tleniona.- uśmiechnęłam się.
-Tak szczerze to przyszłyśmy wyciągnąć Cię na małe zakupy.-powiedziała Ellaine.
-Jak na razie mi nic nie potrzeba, ale miło, że o mnie pamiętacie.
-Czyli, że już masz sukienkę na bal?
Kurcze. One maja rację! Nie mam sukienki.
-No dobra, idziemy,a raczej...
-Znikamy.-dokończyła za mnie Sharpey.
***
Nie minęło dużo czasu, a byłyśmy już w moim ulubionym sklepie-
U Madame Bell.
-Dzień dobry.- powiedziałyśmy wszystkie po kolei.
-Dzień dobry,młode panie. może w czymś pomóc?
-Właściwie to szukamy sukni balowych.
-Zaprowadzę panie.
Ruszyłyśmy za kobietą przez mały korytarzyk. Na ścianach
wisiały portrety różnych kobiet i mężczyzn. Zawsze lubiłam się im przyglądać. najbardziej ciekawiła mnie ciemnowłosa dziewczyna.Miała
takie piękne zielone oczy,wyglądała bardzo tajemniczo.
-To tutaj.
-Dziękujemy.
-Proponuję...
-Poradzimy sobie.- dodałam z naciskiem przyglądając się otaczającym
mnie wieszakom. Na jednym z nich wisiały same różowe suknie.
Nawet nie zamierzałam tam podchodzić- to nie mój kolor.
-To od czego zaczynamy?-zapytałam.
-Myślę, że ładnie Ci będzie w zieleni.- prawie krzyknęła Karen.
-A ja mówię, że granat jest lepszy.- uśmiechnęła się Sharpey.
One wkładały na prawdę dużo emocji w to wszystko, aż za dużo.
-Elly?
-No... Ja nie mam zdania.
Ruszyłam najpierw do zielonych sukienek. Przymierzyłam prawie
wszystkie, ale żadna mi się nie spodobała. Jedna z nich była taka
w miarę ciekawa, ale to nie było to czego się spodziewałam.
Poszłam w stronę granatowych sukienek, ale tez nic nie znalazłam.
Zaczęłam rozgadać się za bielą , ale koleżanki wyperswadowały
mi ten kolor z głowy:
-Przy Twojej karnacji?
-To co mam się ubrać w złoto? Różu nie tknę.W czerni wyglądam
jak zjawa, a w żółci i pomarańczy mi nie do twarzy.
do pomieszczenia zajrzała ekspedientka. Tym razem
nie była to starsza, elegancka pani, ale młoda dziewczyna.
Bezczelnie żuła gumę.Irytowało mnie to.
-Eee, pomóc Wam w czymś?
-Właściwie to szukam sukni balowej.
-Eee...- wyjęła koszmarną, czarną sukienkę- Ta?
-Raczej nie.-odpowiedziałam patrząc na nią z politowaniem.
Następne wybrane przez nią sukienki były wprost obrzydliwe.
Elly, Karen i Sharpey parskały śmiechem, kiedy widziały
jakie propozycje składa mi ekspedientka.
-No to co Ty w końcu chcesz?Zdecyduj się dziewczyno.
-Chciałabym prosić właściciela sklepu. Gdybyś
była moją pracowniczką już dawno bym cię wylała.
Dziewczyna popatrzyła na mnie z osłupieniem po czym obróciła się na
piecie i pobiegła gdzieś w głąb korytarza. Po chwili przyszła
do nas kobieta w średnim wieku.
-Dzień dobry.- przywitała nas.
-Dzień dobry pani.
-Czy w czymś pomóc.
-Tak.-powiedziałam.- Potrzebuje sukni na bal. Widziałam już
chyba wszystkie i nic się mi nie podoba. Pomyślałam, że
może pani by mi coś zaproponowała.
-Oczywiście Nicole.
-Ach i chciałam złożyć skargę na ta dziewczynę. Jest wprost bezczelna.
-Alice zostanie ukarana. nie chcę żeby nasi klienci mieli jakieś niedogodności. No, a teraz...Myślę,że mam coś dla Ciebie.
Przeszyła mnie spojrzeniem na wylot.
-Zaczekaj tutaj.
Kobieta na chwilę zniknęła mi z oczu. Po chwili wróciła z dwoma sukienkami. Jedna była srebrna, drugiej jeszcze nie widziałam.
Sięgnęłam po tę pierwszą. Była rzeczywiście piękna, ale bez rewelacji.
-Co o tym myślicie?-zapytałam koleżanek.
-Ładnie wyglądasz.
-Tylko tyle?
-No wiesz...
-Mogę zobaczyć tę drugą?
-Tak. Tej nie widział jeszcze nikt.
Jest zrobiona z najlepszych tkanin.zawiera księżycowy pył.
Myślę, że ci się spodoba.
Kobieta wyjęła sukienkę z paczki po czym wręczyła mi ja.
Weszłam do przymierzalni. Włożyłam suknię na siebie.
Nie sądziłam, że jest taka piękna.
Była koloru ciemnego granatu. U góry, na gorsecie błyszczały małe brylanciki. Były
skupione w okół jednego wielkiego diamentu. Wyglądało to jak gwiazdy i księżyc nocą. Sukienka rozszerzała się ku dołowi.Talię podkreślał przymarszczony pas z tego samego materiału. Całość prezentowała sie w prost olśniewająco. wiedziałam, że muszę kupić ta suknię.
Wyszłam z przymierzalni.
-I jak?
-Nicole...- Elly aż zaniemówiła.
-Ty wyglądasz po prostu bosko!
Uśmiechnęłam się z satysfakcją.
-Ile płace?
-281 galeonów.
-Elly, zapłać proszę pani. Pieniądze mam w kurtce.
Wróciłam, by się przebrać w swoje rzeczy. Sukienkę
poskładałam. kobieta włożyła ją w kartonowe pudełko z
przecudną kokardka. Całość wyglądała uroczo.
-Dziękuje, do widzenia.
-Do widzenia.
Nasza czwórka wyszła ze sklepu. Rozbolała mnie głowa.
-dziewczyny, wybaczcie, ale ja już wracam do domu. Źle się czuje.
-Jasne..
-No to pa.
-Czeeeść.
***
Kiedy pojawiłam się w swoim pokoju zauważyłam, że na łózko siedzi mama.Jej wyraz twarzy jak zwykle nie mówił nic.
-Mamo?
-Nicole!- zerwała się.- Ja... Ja muszę ci o czymś powiedzieć.
CDN

Lady B.
[edit]
Wcześniej był tu inny tekst, ale go usunęłam.
A teraz pisze kolejną. Mam takie dwa, że tak powiem ogłoszenia.
1.Zapomniałam o dedykacji i dlatego pojawi się on na końcu tego tekstu.
2.JEśLI CHCECIE PISZCIE DO MNIE NA martinar@o2.pl.

No, dziękuję za głos xD

DEDYKACJA: Notka w całości dla Draco-in-love za pomoc w jednej sprawie no i za to, że po prostu istnieje,że pisze wspaniałe notki.

PApa!




komentarze [49]

V - "Urodziny" >> wtorek, 6 listopada 2007 19:46:41
Hejka!
Dzisiaj dodaję kolejny rozdział FF. Za chwilę Was powiadomię xD
Za chwilę. Właśnie zarejestrowałam się na naszej klasie, ale to zupełnie
nie z tej beczki i nie wiem po co o tym piszę. No więc dziewczyny,które
czekały na SPECJALNE ZDJęCIE DRACONA mogą się troszkę rozczarować, bo
w całym necie nie mogłam znaleźć czegoś takiego. Na końcu notki będzie
jednak zamiennik. Czytajcie i komentujcie. Pozdrawiam!
__________________________________________________________
Dedykacja:Dla wszystkich, którzy komentowali ostatnią notkę.
V
Rano obudził mnie głos Dracona.
-Cóż to pana sprowadza w moje skromne progi?
-Te progi nie są skromne, ani Twoje. Wstawaj, zjemy razem śniadanie.
-Chwila.-powiedziałam gapiąc się na te jego ulizane włoski, które znacznie różniły
się od tych potarganych, które widziałam poprzedniej nocy.Czemu one tak przykuwały
moją uwagę nie wiedziałam sama.
-Ile mam czekać?
-Wolałabym się najpierw umyć.
-Zrobisz to po śniadaniu.
Wstałam. Poszłam za Draco do jadalni. Nie było tam tak jak zawsze Narcyzy Malfoy.
Mieliśmy jeść śniadanie sami.
-Gdzie Twoja matka?
-Nie powinno cię to obchodzić, ale skoro już pytasz załatwia swoje sprawy poza domem.
Reszta śniadania upłynęła w milczeniu. Przeszkadzało mi to trochę, bo miałam wielką
ochotę wykrzyczeć mu, że go... Hymm... Kocham? Chyba tak. Powoli oswajałam się z ta myślą.
To chyba było właściwe słowo. Tymczasem nasze rozmowy ograniczały się do kilku szorstko wypowiedzianych
zdań, czy wyrazów. To była pierwsza sytuacja w moim życiu, która wcale nie układała się po mojej myśli.
Zjadłam swojego tosta pierwsza, ale jak przystało nie wstawałam od stołu.
Utkwiłam wzrok we włosach Malfoya. Po chwili i on skończył jeść. Powoli wstał i ruszył
w stronę drzwi. wybuchnęłam śmiechem.
-z czego się tak śmiejesz, mam coś we włosach?
-skąd takie przypuszczenie?
-Bo ciągle na nie patrzysz.
-To z nudów.
-Ale chyba nie śmiejesz się z nudów, co?
-Nie.
Draco znowu próbował wyjść, ale wszelkie moje próby pohamowania śmiechu nie powiodły się- parsknęłam jeszcze głośniej.
-"Duma i gracja"? Tobie też to tłukli do głowy?
-A więc to jest takie śmieszne. Tak, tłukli mi to do głowy, a tobie może nie?
-Och, pamiętam to dobrze:"Stój prosto!", "Jak ty chodzisz", "Powinnaś chodzić z duma i gracją jak wszyscy
czarodzieje czystej krwi".-naśladowałam głos matki.- Ale wiele osób mi teraz zazdrości tego, że potrafię tak chodzić.
-To powiem ci, że mi też. Idziesz się myć?
-Tak.
-To się pośpiesz. Będę na Ciebie czekał w swoim pokoju.- tleniony wyszedł.
Za chwilę wyszłam i ja. Poszłam prosto dołazienki. Myjąc zeby zastanawiałam się co Draco tym razem wymyślił,
natomias biorąc prysznic myślałam tylko o tym jak go zdobyć. Nie będę się przecież tak poniżała jak Parkinson.
Z przemyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi.
-Utopiłaś się, czy żyjesz?
-Zaraz wyjdę tyko się ubiorę.
-To ja sobie wejdę.
-Mówiłam, że jestem nie ubrana.
-I dlatego chcę wejść.
-Głupek z przesłyszeniami.
Chyba sobie poszedł. Normalnie to bym go wpuściła, ale nie wiedziałam jaka byłby jego reakcja.
Wskoczyłam w spódnice i i zieloną bluzę i próbowałam otworzyć drzwi. Coś mi to jednak
uniemożliwiło.
-Uważaj trochę.-jęknął Draco trzymając się za głowę.
Widocznie cały czas stał pod drzwiami.
-Przecież wiedziałaś, że tu stoję.-powiedział przesyconym nienawiścią głosem.
-Myślałam, że "głupek" podziałał.
-Jaki głupek?
-W dodatku głuchy.
-Nie pozwalaj sobie.
-Przepraszam, że obraziłam jaśnie pana.
-Nie nabijaj się ze mnie.
-A co mogę robić?Mogę iść, czy to Ci przeszkadza?
-Możesz się mnie słuchać.
-Jeszcze czego.
Nagle mnie olśniło. To przez tą zbieżność charakterów między nami ciągle się kłóciliśmy.
On był zbyt dumny, ja też. On musiał stawiać na swoim, ja również,a raczej przeważnie, bo
czasem ulegałam jego wpływom.
-Idziemy na basen.
-Słucham?
-Słyszałaś. Za 5 minut widzę Cię na basenie.Coś nie pasuje?
-Nienawidzę cię.-powiedziałam dla przykrywki.
-Trudno.
Tylko po co ja się przebierałam. Mógł powiedzieć wcześniej. Poszłam do swojego pokoju i przebrałam się w swoje
złote bikini. Wszystko co miałam zakrywało mało ciała, a mój strój kąpielowy również był dosyć skąpy.
Bez żadnych szeleczek, z małymi brylancikami po bokach wiązanych "majtek". Szłam przez korytarz już
się bojąc, że się pogubię,gdy natrafiłam na wazę w korytarzu. Już ją widziałam, to chyba tu.
Obok wazy były drzwi. Pociągnęłam za klamkę.
***
W środku ujrzałam Dracona w kąpielówkach.Niewiele one się różniły od bokserek, które miał na sobie
pamiętnej nocy. Były jedynie trochę dłuższe, czarnego koloru. Sam właściciel spodenek leżał na leżaku
czytając zapewne "Proroka Codziennego".
-"Prorok"?-zapytałam.
-"Czarodziejskie Imperium".
-Jakaś nowa gazeta?
-Tak.
-Pokaż mi to.-próbowałam wyszarpać mu kolorowy magazyn. Jednak Draco wcale nie chciał dać mi gazety.
-Piszą o Potterze. Posłuchaj:
"Czy Harry Potter na prawde jest wybrańcem?
Nad tym pytaniem zastanawia się zapewne większa część społeczeństwa czarodziejów. Chłopiec, który
przeżył nie dał nam bowiem żadnych powodów po to, byśmy wierzyli w to, że to właśnie on ma stawić
czoła Mocom Ciemności. Czy zatem wszyscy jesteśmy w stanie wierzyć na słowo temu
niespełna 17-letniemu chłopcu? Nasza reporterka Rita Skeeter próbowała dowiedzieć się co nieco o
nim od niego i jego znajomych. Na pytanie, czy rzeczywiście został "wybrany" sam Harry odpowiada
w bardzo ograniczonej ilości zdań:
"Nie zaprzeczam tym faktom, ale sam do końca nie wiem jak to jeszcze będzie. Jedyne
co jest pewne to,że prawdę sobie ze wszystkim jak zawsze. Jestem w końcu bohaterem.".
Co natomiast mówią o nim jego znajomi?
"To czubek."-mówi jedna ze Ślizgonek, która zechciała pozostać anonimową.
Nawet w swoim domu- Gryffindorze Potter nie ma zbyt wielu sprzymierzeńców. Jego przyjaciele Ronald Weasley i
Hermiona Granger twierdzą, że "Harry nie dorósł jeszcze do takiego wyzwania. Wszystko co
może się teraz stać na pewno przerasta jego wszelkie możliwości.".
Czy zatem powinniśmy wierzyć temu chłopcu? Czy też cały szum w okół "wybrańca" jest jedynie wymysłem jego
młodzieńczej fantazji? Dowiemy się już wkrótce."
-Ta Skeeter pewnie sobie wszystko wymyśliła, ale dobrze tak Potterowi.
-Niech żałuje, że mnie nie zapytała.-powiedział Draco.-Idę popływać.
Chwyciłam za odłożoną przez niego gazetę z chęcią przeczytania jej jednak czyjaś ręka nie pozwoliła mi na to. Czyja? Oczywiście Dracona Malfoya.
-Ale Ty idziesz ze mną.
-Przestań. Zostaję tutaj.
-Ależ nie Nicole.
-Nie ruszam się stąd.
-zobaczymy.
Poczułam, że odrywam się od ziemi. Draco podniósł mnie i niósł w stronę basenu.
Po chwili zamiast jego silnych ramion czułam już tylko zimno bijące od wody.
Włosy przylepiły mi się do ramion. Tleniony wskoczył do wody.
-Czemu tak ci zależy na tym żebym tu z Tobą pływała?
-Bo muszę zapełnić czas.
-Że co?
-Nie zrozumiesz.
-Jestem innego zdania.
-Dowiesz się jeszcze dziś, tylko trochę później.
-Trochę później to już mnie tu nie będzie.- zauważyłam.
***
Z basenu wyszliśmy dopiero około 17. Przez ten cały czas Dracon nie pozwalał mi
wyjść z wody. Postanowiłam, że pójdę teraz do łazienki wziąć ciepłą kąpiel.
Nalałam wody i płynu do kąpieli do wanny. Zdjęłam ubrania i weszłam do środka.
Wiedziałam, że tu Draco nie wejdzie. Zamknęłam oczy, było mi tak przyjemnie.
Leżałam już tak dobre 15 minut, kiedy usłyszałam skrzypienie drzwi.Natychmiast owinęłam
się ręcznikiem i spojrzałam w ich kierunku.
-Nicole?
-Idź sobie tleniony.
Chłopak wcale nie posłuchał wszedł do środka. W ręku trzymał suknię balową, którą sam
mi niegdyś podarował.
-Na brodę Merlina!-wrzasnęłam- Czego Ty znowu ode mnie chcesz?
-Chodź tu do mnie.
-Ani mi się śni!
Blondyn powoli zbliżył się do mnie.
-Daj spokój Malfoy. O co Ci chodzi? Zachowujesz się jak mały chłopiec, któremu nikt
nie chce pozwolić dojść dogłosu. Wyzywasz się na mnie, czy co?
-Nie Nicole.Obrócę się, a Ty ubierzesz tą sukienkę.
Wytarłam rękę o ręcznik i sięgnęłam po prezent. Nie zamierzałam kolejny raz poddać
się fanaberiom blondyna.Nie będzie mną pomiatał.
-Już?
-Nawet nie zaczęłam.
-No to co ty do diabła robisz?
-Na pewno nie to co Ty mi każesz.
-Nie mogę dłużej czekać.-powiedział obracając się z powrotem do mnie z uniesioną różdżką.- Twoja matka
mnie zabije.
Chciałam zapytać co moja matka ma z tym wspólnego, ale Draco mnie wyprzedził:
-Imperio!
Poczułam lekkość.Słysząłam jedynie polecenia Dracona.Posłusznie
ubrałam sukienkę, później jakieś srebrne buty i sięgając do łokci jedwabne
rękawiczki. Jakiś cichy głosik w mojej głowie mówił na przemian "Nie rób tego."," Nienawidzę go". A jednak robiłam wszystko co blondyn chciał. Teraz weszłam za nim do jakiegoś pomieszczenia.
W środku siedziała kobieta. Uśmiechnęła się na nasz widok. Kazała mi usiąść na stołku przed lustrem.
Zrobiłam to. Zaczęła czesać moje włosy szczotką. Później podkręcała ja lokówką. To chyba była jakaś
fryzjerka. Po pół godzinie męczarni przed lustrem znowu szłam za Draconem do łazienki.
Kiedy byliśmy już na miejscu popatrzył mi w oczy z delikatnym uśmiechem na ustach.
-Za chwilę rzucę na ciebie przeciw zaklęcie, ale oddaj mi najpierw swoją różdżkę.
Posłusznie oddałam mu to co chciał.
-Bardzo dobrze.
Później wyszeptał jakieś zaklęcie pod nosem. Całe uczucie lekkości zaczęło znikać.
-Czy tobie odbiło?-zapytałam.
-Nie, ale...
-To dlaczego rzucasz na mnie Imperiusa i każesz jakiejś babie mnie uczesać.
-Bo się gdzieś wybieramy.
-Wybieramy? My? Nigdzie nie idziemy, a przynajmniej razem!-wrzasnęłam.
-Pamiętaj, że to ja mam Twoją różdżkę.
-Nienawidzę Cię!
Gdyby tylko udało mi się wyrzucić z mojej głowy te dwa słowa zagłuszające całą resztę.
Gdyby to "Kocham Cię" nie było aż tak wyraźne. Dlaczego musiałam zakochać się w takim idiocie?
Cały proces i cała bitwa tocząca się w mojej głowie pomiędzy "Nienawidzę", a "Kocham" zakończyła się.
Nie umiałam pozbyć się uczuć do Dracona. Udało mi się jednak uspokoić, zupełnie wyciszyć.
-Wytłumacz mi to.
- Nie mogę, to tajemnica.
"Tajemnica"- dobrze znałam to słowo. Moja matka wypowiadała je dwadzieścia razy na godzinę.
Nidy nie było między nami jakiejś więzi. Były jedynie tajemnice.
-Moja matka, tak? Chce się mnie pozbyć, czy coś?
- Ona wcale nie jest taka zła. Moja matka...
-Ty jej nie znasz, nic o niej nie wiesz. NIC!
-Ale wiem coś o takim życiu.
"Czyżby on był moim klonem w męskiej wersji?". Ta myśl przechodziła mi przez głowę, ale
chyba tak.On jednak coś wiedział.
-Powiedzmy, że z Tobą pójdę.
-Daj mi rękę.
-Znowu zaczynasz?- zapytałam.- Znowu te głupie rozkazy?
-Nicole...
-No dobrze.- złapałam blondyna za rękę. Aportowaliśmy się do mojego własnego domu.
***
Sala balowa była cała w srebrno-zielonych dekoracjach. Z góry zwieszały sie na przemian zielone
i srebrne girlandy. Na wielkim transparencie przyczepionym do niegdyś białej, a teraz srebrnej
ściany widniało moje zdjęcie z napisem Nicole McCassy- Sto Lat!. To było coś wspaniałego.
Czyżby moja matka przypomniała sobie, że nie jestem jedynie osobą,która mieszka z nią w jednym domu
i nosi to samo nazwisko? Nie, to nie możliwe. Ktoś musiał jej pomóc.
Kiedy tylko tu się pojawiliśmy tłumy Ślizgonów zaczęło bić nam brawo. Później na środek
wkroczyła Ellaine. Usmiechnęła się do wszystkich. Przeczesała palcami grzywkę i powiedziała:
-Zebraliśmy się tutaj, by uczcić urodziny naszej wspaniałej koleżanki Nicole McCassy.
Niech to wydarzenie na zawsze zostanie przez Was zapamiętane. Wszystkiego najlepszego Nicole.
Wszyscy zaczęli śpiewać mi "Sto Lat". Byłam w szoku. Kilka osób wypchnęło mnie na środek.
Puściłam rękę Dracona.
- Dziękuję, bardzo Wam dziękuję.- tylko tyle zdołałam powiedzieć.
Ślizgoni rzucili się na mnie, aby indywidualnie złożyć mi życzenia i wręczyć prezenty.
Nie oglądałam ich, bo przecież miałam już wszystko. Usiadłam przy jednym z 3 wielkich stołów.
Do sali wjechał trzy piętrowy tort. Kelnerki ubrane w eleganckie ciuchy przyniosły
i postawiły na stole inne pyszne smakołyki. Wszyscy zabrali się za jedzenie.
Później jeszcze raz wystąpiła Elly. Nie słyszałam dobrze co mówiła, ale chyba coś, żeby
się bawić. Kiedy atmosfera przy stole trochę się rozluźniła usiadła obok mnie.
-Dzięki, Ell.
-Nie ma za co.
-Wiem, że moja matka tego nie wymyśliła, więc...
-W sumie to ja i Draco.
-Draco?
-To znaczy ja zapytałam Twojej matki, a ona się na to zgodziła.
Potem zaangażowała Dracona.
-Acha. To chyba jemu też mam podziękować, co?
-no chyba.
-Eee, nie teraz.- powiedziałam z uśmiechem opędzając się od chłopców proszących mnie do tańca.
W końcu zgodziłam zatańczyć się z czternastoma pod rząd. Bylam zmęczona więc z powrotem zajęłam
swoje miejsce przy stole. Elly już nie było. Po chwili obok mnie usiadł Dracon.
Udawałam, że go nie zauważam. Wtedy podeszła do niego Pansy Parkinson.
-Drakusiu, dlaczego nie chcesz ze mną zatańczyć? Co jest nie tak?
-Ty.- burknął chłopak.
-Cukiereczku.
Parsknęłam śmiechem.
-Wynoś się z tond Parkinson, bo zaraz...
-Chwila, chwila..-przerwałam im.- A kto cię tu wpuścił?
-No przecież w zaproszeniu pisało, że można przyjść z osobą towarzyszącą.
-To Ty masz zaproszenie?
-No nie, ale ja przyszłam z Drakusiem.
-Coś mi sie wydaje, że jednak nie.- próbowałam tłumić śmiech.
Pansy już prawie klęczała przed tlenionym, kiedy zdecydowałam się pójść po ochronę. Moja
"kochana" kuzynka została z trzaskiem wyrzucona za drzwi. Wróciłam na swoje miejsce.
-Dzięki.- szepnął Draco.
-Ja też Ci dziękuję.
Wtedy podszedł do nas ten przystojny, nowy Krukon- Alex Blue.
-Mozna posic klólowa balu?
Wahałam się przez chwilę, gdy zobaczyłam, że Ellaine tańczy z Draconem.
-Oczywiście.
Ja i Alex zaczęliśmy tańczyć.
-Z kim przyszedłeś?
-Ja przyszedl z Alice Lee.
-Acha.
-Śiwtnie tanczys, Nicole.
-Dzięki, Ty też nieźle sobie radzisz. Gdzie wcześniej chodziłeś do szkoły? -Do Durmstrang'u.
Nastała chwila ciszy. Kątem oka zauważyłam, że Draco i Elly wirują ciągle w koło nas.
Czyżby podsłuchiwali?
-Nicole... Ja chciał zaptać... Pojdziesz Ty ze mno na ten bal co bedzie w Hogwrt?
Zaczęłam się zastanawiać. Ostatecznie nie będę liczyć na to, że Draco mnie zaprosi.
Przecież w końcu mogę przez tą głupią "miłość" wcale nie iść na bal.
***
Wtedy zdążyło się coś niespodziewanego. Zanim odpowiedziałam do końca "tak".
Draco porwał mnie w swe objęcia pozostawiając mojemu dotychczasowemu partnerowi Ell.
-Jakiż jest powód...-zaczęłam. Tleniony jednak nie dał mi skończyć. Dopiero teraz zauważyłam, że
ma na sobie zielony frak. Zieleń i srebro. Dwa kolory Slytherinu. O co chodziło temu chłopakowi?
-Pójdziesz ze mną na bal?
-Słucham?
-Pójdziesz ze mną na bal w Hogwracie?
Uśmiechnęłam się.
-No ostatecznie.- powiedziałam przez śmiech. Moje serce zaczęło bić szybciej.- Tylko
musimy coś powiedzieć temu Krukonowi.
-Od kiedy tak się troszczysz o złamane serca chłopców, co?
Zignorowałam to pytanie.
-Miałeś rację.
-W czym?
-Blue, jest beznadziejny. Nie można się z nim porozumieć.
CDN
________________________________________________________________
A teraz to czego zażyczyły sobie dziewczyny;D To specjalnie dla WAs:


Lady B.
komentarze [26]

IV-" Za kogo Ty mnie masz?" >> sobota, 3 listopada 2007 20:29:31
Cześć. Dzisiaj nie ględzę tylko od razu dedykacja.
Może Wam się nie spodobać, ale ja jestem po szampanie i musicie o tym pamiętać.

DEDYKACJA: Dla z-duszy, bo jest kochana i ja luuubię, dla
draco-in-love, bo lubi GD i ma wspaniałe opowiadanie,
dla swiat-hp za to, że notka o Draco bła tylko dla mnie
(och, marzyłam o tym), i że poszuka info o Bellatrix
(uwielbiam laskę-w sensie, że Belle), dla Narcyzy-Malfoy
za komy o synu i ojcu (Syn lepszy xD). to chyba wszystko...
______________________________________________________________________
IV- "Za kogo ty mniemasz?"
Jeszcze parę minut temu dałabym wszystko, żeby już leżeć w łóżku, a teraz kompletnie nie chciało mi się spać. Przekręcałam się tak z boku na bok, kiedy na parapecie dużego okna w tak zwanym moim pokoju ukazała się duża, czarna sowa. Zeskoczyłam z łóżka, by wpuścić ją do środka.
-Fabio.-szepnęłam gładząc sówkę po głowie. Wyciągnęła
nóżkę, by przekazać mi list. Pergamin zdobiło znane mi od wielu
lat pochyłe pismo, atrament był czerwony.

t Droga Nicole,
Wiem, gdzie jesteś. Oczekuj mnie jutro o 14.00.
Bądź w swoim pokoju.
Ellaine

Moja przyjaciółka bardzo się wysiliła pisząc ten list. Z pewnością.
Obróciłam się, by coś jej odpisać, ale sowy już nie było. Nie miałam
swojej, więc zamknęłam tylko okno i położyłam się spać.
Tym razem przeniosłam się w krainę snów.
Biegłam przez las.chyba kogoś szukałam.Potem zobaczyłam jakąś jaskinię.Wszystko było takie nie wyraźne, działo się tak szybko.
***
Obudził mnie czyjś zimny dotyk. Otworzyłam oczy. Było
zupełnie ciemno, ale i to pozwoliło mi zobaczyć kto nade mną
stał. Był to Draco, Draco w samych bokserkach, z potarganymi włosami.
Zupełnie do siebie nie podobny.
-Malfoy?
-Słucham? Tylko szybko, spać mi się chcę.
-No to po co tu przylazłeś?
-Bo od dziesięciu minut mnie wołasz.
-Bardzo śmieszne. Coś ci sie wydawało. Idź już sobie.
Chłopak ani drgnął.
-Nie wygonisz mnie z mojego własnego domu. A z resztą za kogo
ty mnie masz? Myślisz, że skoro próbuję być dla ciebie miły to
możesz robić ze mnie wariata z przesłyszeniami?
-Przecież cię nie wołałam.
-Żartujesz sobie ze mnie, tak? To bardzo kiepski żart.
Idę.
-Wynoś się.
-Nie mów tak do mnie.-powiedział chłodnym tonem.- Pozwalałem
Ci już na dużo...
-Pozwalałeś?
-A Ty myślałaś, że co?
-Idź sobie.
-Nigdzie nie idę.- powiedział siadając na krześle obok mojego łóżka.-
Myślisz, że możesz mi rozkazywać? Mi nie rozkazuje nikt.
- A Twoi rodzice?
-Oni wydają polecenia, to co innego.
-Jak chcesz.-powiedziałam przewracając się na drugi bok. -Dobranoc.
Nie było odpowiedzi. Po chwili stwierdziłam, że jest mi tak nie wygodnie.
Obróciłam się więc w stronę blondyna. Zanim zamknęłam oczy przez
dłuższą chwilę przyglądałam mu się. Był na prawdę dobrze zbudowany i nawet powiedziałabym przystojny. Dlaczego tego wcześniej nie widziałam? Ach,tak.Nie miał samych bokserek na sobie. Gdyby tylko tak się nie zachowywał...
-Nie patrz tak na mnie.-powiedział.
-Dlaczego?
-Bo mi to przeszkadza.
Przewróciłam oczami, po czym zasnęłam.
***
Kiedy rano się obudziłam nie było już przy mnie Dracona. Ubrałam
się w dżinsy i bluzę. Zeszłam na dół do jadalni. Przy stole
siedziała jedynie pani Malfoy.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry.
-Pani Malfoy, czy wie pani, gdzie jest Draco?
-Mój syn godzinę temu aportował się do Hogsmeade.
-Acha.-powiedziałam sięgając po pysznie wyglądająca kanapkę z serem.
Po zjedzeniu jej natychmiast udałam się do swojego pokoju. Mijały
godziny. Nikt do mnie nie zaglądał. Chyba barkowało mi "odwiedzin"
blondyna, ale przecież nie mogłam dac mu te jsatysfakcji. Podeszłam
do regału z książkami. Wyciągnęłam jedną z nich. Była bardzo
stara i zakużona. Nie błotytułu,dziwne.
Otworzyłam ją. To wcale nie była książka- ty był album
ze zdjęciami. Na pierwszej fotografii machała do mnie apni Malfoy i jej
mąż. Miała piękną białą suknię. To chyba było zdjęcie ślubne. Na następnej stronie stał malutki Draco. Był taki słodki.
Później 4-letni już Dracon stał na tle jakiegoś jeziora z dumnie
uniesioną głową. Resztę albumu zajmowały już tylko jego zdjęcia.
Przejrzałam wszystkie.
***
Spojrzałam na zegar na ścianie. Wskazywał godzinę 14:15.
Położyłam album na łóżku i czekałam na Elly. Po chwili usłyszałam
trzask iw pokoju, tuz obok mnie stała już Ellaine Hamilton.
-Cześć, kochana.
-Cześć. Bardzo długi list.
-Niemogłam dłużej pisać. A teraz ubierz się.
-Czemu mam się ubierać?
-Zabieram Cię do Hogsmeade.
W mgnieniu oka byłam przebrana. Niestety nie miałam dobrego humoru
po wczorajszej kłótni z Draco. Chyba się w nim zakochałam i to w dodatku w chwili, kiedy się pokłóciliśmy.
Aportowałam się z przyjaciółką przed wielką Galerię Troliańską.
Przywitało nas dwóch ochroniarzy i złote kolumny, na których opierała
się wielka konstrukcja. Weszłyśmy do środka. Nie miałam ochoty
na zakupy.
-Po co mnie tu przyprowadziłaś?
-Bo musimy kupić prezenty dla Sharpey, Karen, Ariany i Olimpii.
-Zapomniałam.
-Widzę, że ten chłopak strasznie wywrócił Ci w głowie.
-Jaki chłopak?
-Malfoy.
-Przestań.- krzyknęłam. Nie mogłam przecież przyznać się co do niego czuję.
-Ach, wiesz?Idę z Zabinim na bla, świetnie, nie?
-Yhy.
-Co Ty taka smutna?
-Nic.Jestem taka jak zawsze.
-Jak zawsze w 1,2,3,4,5 i 6 klasie. Od kiedy zaczęłaś rozmawiać z Malfoyem byłaś trochę weselsza.
-Trudno, wczoraj się z nim pokłóciłam, zadowolona?
-Och, nie. A co się stało?
-Nic, nie ważne. Słuchaj Ell,weź moje pieniądze i kup coś dziewczyną w moim imieniu./ Nie mam na nic siły. Poczekam na Ciebie na ławce.
-Nie ma mowy.
-Idź.-warknęłam. Dziewczyna natychmiast zniknęła mi z oczu.
Czy ja zwariowałam? Przecież nigdy nie zakochałam się w kimś tak na prawdę. Dotychczas bawiłam się tylko uczuciami innych, to taka gra, zabawa, a nie poważny kro w życiu, a już na pewno nie miłość. Nie, po prostu pomyliłam chyba dwa uczucia. Ja nie mogłam go kochać.
***
Za niecałe 3 godziny Elly wróciła. Dała mi kilka torebek z prezentami.
-Dzięki. To ja już wracam do Malfoyów.
-Nicole, proszę...
-Bez sprzeciwu. Będę taka jak dawniej. Do zobaczenia.
Po chwili pojawiłam się w willi Malfoyów. Tym razem stałam na środku łazienki.
Wyszłam z niej i poszłam prosto do swojego pokoju.
Uchyliłam lekko drzwi. Na łóżku siedział Draco. Smutno patrzył na
otwarty album ze zdjęciami.
-Gdzie byłaś?-zapytał.
-Nie Twoja sprawa.
-własnie, że moja.
-A co, martwiłeś się?
-Nie. Powiedz mi tylko... Czemu to oglądałaś?- zapytał
wskazując na album.
-Bo mi sie nudziło., gdybyś do mnie przyszedł...- wyrwało mi się.-
To znaczy myślałam, że to zwykła książka.
-Nigdy więcej nie ruszaj nic z tego regału.
-No dobrze, już dobrze.
Blondyn wstał z łóżka i ruszył w stronę drzwi.
-Masz.- rzucił mi jakąś paczkę.- To prezent na święta.
Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi otworzyłam zawiniątko. W środku była
chyba najpiękniejsza suknia balowa jakom widziałam w życiu. Była
cała srebrna. Gorset odkrywał pół pleców. Suknia była bardzo strojna,
zawsze o takiej marzyłam, ale nigdzie jeszcze nie widziałam podobnej.
Czyżby ten chłopak czytał w moich myślach?
***
Była już chyba 23. Wyszłam z pokoju. Postanowiłam osobiście
podziękować Draconowi za ten cudowny prezent. Zapukałam w drzwi.
-Proszę.
-Nie budzę?
-Nie, aczkolwiek przychodzisz trochę nie w porę.
-Dziękuję za sukienkę. Jest naprawdę piękna.-powiedziałam odwracając
się na pięcie. Skoro jestem tutaj zbędna wolę sobie iść.
-Zaczekaj.
Odwróciłam się.
-Powiesz mi gdzie byłaś?
-Nie.
-Bo będę musiał użyć różdżki, a tego chyba nie chcemy?
Nastała chwila ciszy.
- Byłam z Elly na zakupach, a raczej ona robiła zakupy.
Nacisnęłam klamkę drzwi, by wyjść, ale Draco ponownie mnie zatrzymał.
-A czemu Ty nie robiłaś zakupów?
-Bo od tego są moje przyjaciółki.Aaaaa... Nie wiem, czy chcesz
wiedzieć, ale Twój Zabini idzie z Elly na bal.
-Ta, super. No dobra, możesz odejść.
-O, jakże dziękuję.-powiedziałam ironicznie. Po czym trzasnęłam drzwiami.
Natychmiast chciałam iść spać. Na szczęście jutro już stąd wybywam.

No i już koniec notki.
Następna pojawi się chyba już niedługo. Najpóźniej w piątek.
Pa.




komentarze [26]

III-"Szokująca informacja" >> czwartek, 1 listopada 2007 18:38:37
Cześć. Postanowiłam dać już dzisiaj notkę.
Zmieniłam też wystrój bloga i mam nadzieję, że Wam się podoba.

Dedykacja: Dla z-duszy.mylog.pl- za wyjątkowo ciepłe słowa i za
to, że jest .
_______________________________________________________
III-"Szokująca informacja."
-Pojedziesz, a raczej aportujesz się do Malfoyów.
Spędzisz tam te cztery dni. Najlepiej spakuj się
teraz. Z samego rana masz już być pod ich domem.
Weź wszystko co potrzebne. Wypadałoby też kupić
jakiś prezent Draco Malfoyowi. chyba się znacie?
-Tak, znamy się.- burknęłam. Nie mogłam uwierzyć,że
ona mi to robi. Moja własna matka wysyła mnie do
rodziny, którą ledwo znam. Co ja tam będę robić?
-Mamo, ja rozmawiałam z Draconem tylko dwa razy
w życiu!
-Będziesz miała okazję żeby go bliżej poznać.
To na prawdę bardzo dobrze wychowany chłopak, Narcyza...
-Muszę tam jechać?
-Musisz.
-Ale dlaczego? Chyba nie wysyłasz mnie tam, żebym
porozmawiała sobie z Malfoyem!?!
-Nie mogę powiedzieć Ci dlaczego, nie zrozumiałabyś,a
poza tym wszystko co... Wszystko byłoby na marne.
-Ale co byłoby na marne?
Matka odwróciła się. Ruszyła ku drzwiom,zgasiła światło.
-Pakuj się.
***
Zapakowałam moje dwa swetry,
kilka par dżinsów, moje dwie ulubione koszulki z bardzo
dużym dekoltem i inne potrzebne rzeczy. Wzięłam też
bikini, bo Malfoyowie na pewno mają basen.
Kipiałam złą energią. Nie miałam ochoty na sen.
Nad ranem poszłam do swojej łazienki. Umyłam
się, ubrałam, zrobiłam makijaż. Później
zeszłam do jadalni. Przy stole siedziała już matka
w towarzystwie dosyć ładnej blondynki. Tak,
to była Narcyza Malfoy. Musiałam powstrzymać swoje
emocje. Nauczyłam się to robić już bardzo dawno.
-Dzień dobry.-powiedziałam od progu siadając na krześle.
-Dzień dobry.-odpowiedziały mi moja matka i pani Malfoy.
Sięgnęłam po tosta. Odgryzałam małe kęsy,siedziałam sztywno,
maksymalnie wyprostowana. Na pewno spodobało się to obu
kobietom. Po chwili skończyłam jeść tosta.
-Dziękuje.
-Nie zjesz więcej?
-Nie, dziękuję.
-Mój Dracon też tak mało je...- powiedziała pani Malfoy.-No cóż.
Na nas już chyba czas. Do zobaczenia Anastazjo.
-Do zobaczenia Cyziu.
Zniknęłam z panią Malfoy. Po chwili stałam przed wielkim,białym
domem. Bardzo przypominał mi mój własny. Równo ostrzyżone trawniki,
basen w oddali,kolumny, rzeźby, fontanny. Weszłam do środka.
Jakaś kobieta ściągnęła ze mnie futro. Zdjęłam kozaki. W środku
dom tez był bardzo ładny. Piękne rzeźby, drzewo genealogiczne,
stary stolik, na którym stały zdjęcia. Dom był wiekowy,ale
wnętrza bardzo stylowe- tak jak u mnie.
-I jak Ci się podoba?
-Bardzo ładny dom.
-Dziękuje. Znasz mojego syna Dracona,prawda?
-Tak.
-Mam nadzieję,że zajmie się Tobą należycie.
Zaprowadzi Cię do Twojego pokoju, młoda damo.- kobieta odeszła w głąb
domu. Po spieralnych schodach szedł Draco.
-Cześć młoda damo.- powiedział poważnym tonem.
-Cześć... Wolę Nicole.
-Dobrze, młoda damo.
-Draconie Malfoyu, mówiłam Ci...
-Nie mów do mnie moim pełnym imieniem.
-Niech Ci będzie, ale ty nie mów do mnie "młoda damo".
-Zaprowadzę Cię do pokoju. Twoje bagaże już tam są.
Prawdę mówiąc to ci je rozpakowałem i powkładałem do szafy.
Ładne bluzeczki.- powiedział uśmiechając się lekko.-No cóż,
chciałbym zobaczyć cię w jednej z nich.
-Nie musiałeś.-powiedziałam lekko zdenerwowana. Dlaczego on
grzebał w moich rzeczach?-Mam nadzieję, że nic nie zepsułeś.
Dobrze, że chociaż różdżkę mam przy sobie.
-Nie martw się, nic nie zniszczyłem.
Doszliśmy do końca schodów. Zobaczyłam cztery pary drzwi. Korytarz
ciągnął się jeszcze w drugą stronę. Na każdych drzwiach wisiała
tabliczka. Na jednej z nich było napisane Dracon. Zapewne
zadbał o to, żeby mój pokój był gdzieś blisko. Nie myliłam się.
Pociągnął za klamkę drzwi tuż obok jego pokoju.Na tabliczce
było moje imię.Weszłam do środka.Było tam całkiem przytulnie.
Łóżko z baldachimem i aksamitna pościel, stara zdobiona komoda,
wielka szafa, biurko, regał z książkami. Pod oknem stała rzeźba
jakiejś nimfy. Bardzo ładnie tu pachniało. Podeszłam do biurka.
W porcelanowym dzbanie z napisem "Malfoy" stały trzy świeże
róże.
-Ładne kwiaty.
-Są dla Ciebie.
-Dziękuję.-powiedziałam. Miałam już trochę lepszy nastrój.- Która
godzina?
-Już siódma.
-Już?
-Tak. Mam nadzieję, że zechcesz towarzyszyć mi w mojej wyprawie
do Hogsmeade?
-A jeśli nie?-zapytałam.
Draco popatrzył na mnie potem pociągnął mnie za rękę.
-I tak pójdziesz.
-To daj mi chociaż się ubrać.
-Tak sobie myslę... Chyba pójdziemy trochę później.
Miałem pokazać Ci mieszkanie.
Wyszedł z pokoju. Uznałam, że mam iść zanim.Wstałam.
-Najpierw pokażę ci Twoją łazienkę.-zaprowadził
mnie do dużej łazienki. Obejrzałam ją sobie dokładnie
po czym poszliśmy do najbliższej jadalni, później
odwiedziłam jeszcze bibliotekę. Na koniec
Draco pozostawił swój pokój.
-Możesz tu wchodzić tylko pukaj, dobrze?
-Dobrze.
Weszłam zanim do środka. Wnętrze było stylowe, ale
mroczne. Zasłony były czarne, wielkie łóżko miało
czarną, jedwabną pościel. Inne meble były bardzo podobne
do mojego tylko. Na stoliku stała klatka z sową,a na ścianie
wisiała miotła.
-Łady pokój.
-Dzięki.- Draco położył się na swoim łóżku.- Usiądź
tu koło mnie, albo połóż się. Rób co chcesz.
-Mam się położyć? Obok Ciebie?
-A widzisz tu inne łóżka?
-Postoję.
-Jaka ty jesteś uparta.
________Lady Black__________
PS. Dziękuję Draco-in-love za słowa krytyki, bo to tez jest w życiu
ważne. Nie możemy w życiu spoczywać jedynie na laurach, a
krytyka jest pomocna w doskonaleniu samych siebie.
komentarze [18]

Nicole
Twój szczęśliwy numerek to .
Możesz mnie Poznać, albo tylko popatrzeć Zaś jeśli jesteś mnie godzien złóż pocałunek na mych idealnych ustach.
Nicole McCassy

Księga Zaklęć
Popatrz
Dopisz



Dedykacja
Dla Zuzy,
Panny A.,
London,
Seleny,
Teddy,
Wiktorii,
Igi,
Ingi.


Muzyka




Przyjaciele
purindekoracjezupelnie-innahermiona-and-mymy-friend-lonelinessars-amordlaczego-mnie-ranisz-dracoliz-malfoywisnia93mezczyzni-mysla-tylko-o-jednymmelanie-cprincess-katiasweet-dream93losy-doroslej-hermionyzbierammaknakompothermione-jamiss-malfoyphotos-starsnicole-fanzapach-kisielupanna-groszeczkanicole-i-slizgonimiolove-story-hermiona-dracoksiezniczka-polkrwileopard-wierszestory-of-bellatrixjust-malfoyby-odnalezc-siebiea-teraz-nie-mozemy-byc-razemdraco-malfoy-lifediamondprincessciemna-czekoladadanielle-zabinihermiona-and-malfoy

Moja historia
2007
październik (2)
listopad (7)
grudzień (4)

2008
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
lipiec (1)



Stowarzyszenia


Szablon
W całości wykonanny przez autorkę bloga nicole-i-slizgoni. Jesli ci się podoba nie musisz go kraść (nie możesz!), wystarczy, że napiszesz (martinar@o2.pl).